Королівське вільне місто Буськ (історичні нариси)

 

Королівське вільне місто Буськ (історичні нариси)

Книга Марії Тонкевич-Дінтер, Тарнов, 1988 рік польською мовою



WSTĘP 3
I HISTORIA BUSKA 5
Podział miasta
Stan ludności Buska w 1864 r
Niektóre szczegóły historyczne dotyczące kościołów w Busku
II MIASTO BUSK I ZIEMIE POŁUDNIOWO KRESOWE 13
Busk w okresie międzywojennym
Handel w mieście
III WSPOMNIENIA KSIĘDZA ANTONIEGO ADAMIUKA 30
Moje wspomnienia i przeżycia w pracy duszpasterskiej w latach wojny i po wyzwoleniu.
Lata 1941-1945
IV WSCHODNIA MOWA-DIALEKT LWOWSKI 45


ad.am@wp.pl http://kresy.busk.webpark.pl


Wstęp



Od chwili wybuchu II wojny światowej upłynęło już prawie pół wieku. Wydarzenia z lat trzydziestych do roku 1945 coraz bardziej odchodzą w przeszłość, a ich uczestnicy ubywają spośród żyjących.
Ciągle nurtowała mnie myśl ażeby uchronić od całkowitego zapomnienia dzieje naszego miasta Buska, jego mieszkańców ich prace i działania zmierzające do utrwalenia polskości w mieście, w okresie rozbiorów jak i po powstaniu wolnej Polski.
Miłość do tego miasta żyje nadal w ludziach, Busk powraca do nas w naszych snach i wspomnieniach. Nasze dzieci i wnuki słuchając opowiadań o czasach przedwojennych i okupacji nie bardzo orientują się o klimacie i sytuacji jaka panowała na Kresach Wschodnich. Nie rozumieją naszej tęsknoty za miastem rodzinnym, miastem naszej młodości. Niestety pozostało ono po drugiej stronie granicy.
W roku 1987 otrzymałam odpis rękopisu książki Antoniego Schneidera "Miasto Busk - Wenecja polska" - obejmującej dzieje miasta Buska od jego założenia aż do roku 1856. Postanowiłam wykorzystać te materiały, które zostały w skrócie ujęte w rozdziale I oraz dopisać dalszy ciąg dziejów, miasta. W pracy tej wspomagało mnie szereg osób dostarczając materiałów źródłowych, zdjęć jak i relacji pisemnych i ustnych.
Zakres II rozdziału jest dość skromny. Brak bowiem materiałów. źródłowych nie pozwolił na szersze omówienie niektórych zagadnień.
Największą trudnością było przedstawienie okresu okupacji lat 1939-1945. Brakowało głównie materiałów źródłowych jak wiarygodnych informacji. Toteż z wdzięcznością skorzystałam ze zgody J. Em. Księdza Biskupa Antoniego Adamiuka sufragana opolskiego na wykorzystanie Jego wspomnień z pracy kapłańskiej w Busku w latach 1939-1945 - za co składam wyrazy gorącej wdzięczności.
Ks. Biskup przybył do Buska w roku 1939 jako młody kapłan. Przeżył z nami lata okupacji rosyjskiej i niemieckiej. Mimo młodego wieku zyskał szacunek i miłość wśród mieszkańców. Był skromny, dla siebie nigdy niczego nie potrzebował, niosąc pomoc biednym, ludziom starym, emerytom, którzy zostali bez środków do życia.
Z jego inicjatywy i starań powstała w 1942 roku Handlowa Szkoła i Szkoła Gospodarcza. Dała nam młodzieży możność zdobywania nauki, które niektórzy uzupełniali na tajnych kursach nauczania. szkoła ta broniła nas przed wyjazdem na przymusowe roboty do Niemiec.
Jego lekcje religii były dla nas prawdziwą szkołą życia, ugruntowały naszą wiarę i pokazały, że przez życie trzeba iść uczciwie.
Korzystając, że to opracowanie stanowi wspomnienie o Busku chciałabym w imieniu koleżanek i kolegów byłych wychowanków Księdza Biskupa wyrazić gorące podziękowanie za to wszystko co dla nas uczynił, równocześnie zapewniając, że zachowaliśmy Jego naukę i nie zawiedliśmy nadziei jaką w nas pokładał.
Również dziękuję serdecznie p. M.Gumińskiej-Szałajdewicz za udostępnienie "Kroniki sokolstwa polskiego w Busku od roku 1909", p. Longinowi Malemu za osobisty kontakt i udzielenie informacji o działalności Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Busku, zdjęć z tego okresu jak i innych informacji. Panu Kazimierzowi Siołkowskiemu dziękuję za udzielenie informacji o ruchu spółdzielczym, p. Władysławowi Łuczkiewiczowi, p. Józefowi Zdaniewiczowi za ogólne wiadomości i pomoc w opracowaniu planu miasta.
Dziękuję moim koleżankom, które wspomogły mnie tej pracy a to: Heli Śliwińskiej-Sakowicz, Czesi Siołkowskiej-Sacchetti, Wandzie Małko-Mrożek, Zosi Fedorskiej-Szulczewskiej, Janci Piotrowicz-Solarewicz.

Rozdział I

HISTORIA BUSKA

/wg. książki Antoniego Schneidera “Miasto Busk - Wenecja polska” powstałej w latach 1865 - 1870/
Historia Buska została opracowana w oparciu o akta miejskie i kronikę klasztoru Bazylianów. Źródła te uległy zniszczeniu w roku 1910 w czasie wielkiego pożaru miasta. Antoni Schneider przeżył swoje lata dziecinne w Busku i tam pobierał nauki. Już jako dorosły człowiek zbierał materiały historyczne dotyczące naszych Kresów. Zebrał dużo materiałów odnośnie miasta Buska i jego ciekawych dziejów. Do badania tej przeszłości jak sam pisze przyczyniła się życzliwa chęć usłużenia miastu.
Tak powstała w rękopisie książka “Miasto Busk-Wenecja polska”. Rękopis ten wędrował od ludzi do ludzi. Dopiero w roku 1978 został przepisany na maszynie i ujrzał światło dzienne.
Z książki tej wybrano najważniejsze daty i zdarzenia historyczne dotyczące miasta jak i ludności zamieszkującej te tereny.
Jak głosi legenda książę włodzimirski Dawid Ihorowicz, którego ziemie leżały również tam, gdzie leży dziś Busk-objeżdżał wraz z drużyną granice swego księstwa chcąc obwarować ważniejsze punkty ku obronie przed napadami sąsiednich książąt.
Książę zmęczony długim pochodem przeprawiając się przez rzekę Bug zapragnął odpocząć. Nie było to łatwe wśród lasów i moczarów. Wnet zobaczono w powietrzu krążącego bociana, znak że niedaleko winno znajdować się ludzkie osiedle. Idąc śladem lecącego ptaka ujrzeli wśród lasów chatkę nad brzegiem niby jeziora, obok niej małą kapliczkę z ogrodem i dwóch pustelników zakonu św. Bazylego. Przenocowawszy u pustelników, nazajutrz książę po obejrzeniu miejsca uznał je za odpowiednie do obrony. Jeszcze w tym samym roku poczęto trzebić las, budować gród, chaty dla dworzan oraz cerkiew i okazalsze zabudowania dla pustelników.
W grodzie tym książę Dawid osiadł w roku 1098 nazywając go na pamiątkę spotkania z bocianem Buśkiem i umieszczając w herbie księstwa buskiego bociana stojącego wśród moczarów na jednej nodze. Do końca naszego tam pobytu miasto Busk tym herbem się pieczętowało.
W roku 1100 na skutek walk między księciem kijowskim Światopełkiem, Książe Dawid Ihorowicz został pozbawiony swego dziedzicznego księstwa włodzimirskiego pozostając tylko przy grodzie buskim. Odtąd gród ten stał siedzibą dworu a przydzielone do tego grodu ziemię nazwano księstwem buskim. Dawid Ihorowicz, zostawszy pierwszym księciem Buska starał się usilnie umocnić i zaludnić ten gród. Panował on tam do śmierci tj. do roku 1112. Po nim księstwo buskie objął jego syn Mieczysław. Do roku 1275 panowało w Busku kilku ruskich książąt. W tym okresie miasto i księstwo weszło pod panowanie książąt bełzkich.
W roku 1277 książę mazowiecki otrzymał Busk jako posag żony.
W roku 1278 nawała dziczy mongolskiej pod wodzę Baty chana zniszczyła i spaliła doszczętnie miasto.
W roku 1379 wspomina dopiero kronika o odbudowie miasta i klasztoru Bazylianów, Starostę wtedy został Jan Tarnowski wojewoda sandomierski.
W roku 1386 Władysław Jagiełło król Polski oddaje księstwo berłzkie wraz z ziemią Buską Ziemowitowi księciu mazowieckiemu jako posag siostry Aleksandry. Za panowania tego Księcia otrzymało miasto pierwszy potwierdzający mu jego prawa i wolności przywilej datowany z roku 1411 - nadający mu w Sokalu w dzień Wniebowzięcia NMP prawa magdeburskie.
W roku 1442 Tatarzy splądrowali odradzające się miasto.
W roku 1468 księstwo bełzkie wraz z ziemią buską przechodzi pod panowanie Królów polskich.
W roku 1484 Król Kazimierz IV potwierdza wszystkie dane wcześniej przywileje i nadaje miastu prawo wolnego połowu ryb w wodach w całym obrębie miejskim.
Rok 1450, 1455 do 1467 - Busk położony na tzw. czarnym szlaku tatarskim narażone było niemal co roku na większe lub mniejsze rabunki przez Tatarów. Czarny ten szlak zaczynał się od Dniepru obchodząc źródła rzeki Bugu i Styru Tatarzy zwykle w okolicy Buska, Łopatyna lub Szczurowic po rozległych lasach kosze swe zakładali, stąd też swe zagony zapuszczali w dalsze okolice.
W roku 1498 - niemal całe miasto zostało spustoszone przez Tatarów.
W roku 1499 Król Jan Albrecht nadał miastu przywilej wolnego handlu uwalniając kupców od ceł wodnych, mostowych i innych chcąc tym samym pomóc w rozwoju miasta.
W roku 1506 nadano miastu przywilej posiadania woskobójni, postrzygalni i pobierania mostowego, w tym czasie sprowadzono do Buska osadników wołoskich, którzy zajęli się hodowlą bydła owiec, wyrobem sukna, klepek, popiołu, węgli, które Bugiem do Gdańska spławiano.
Na skutek napływu ludności założono w mieście dwa nowe rynki czyli miasta tak zwane Średnie i Nowe miasto.
W roku 1510 - król Zygmunt I reguluje tutejszy urząd miejski nakazując wg. dawnego zwyczaju wybierać na rajców miejskich tylko wyznania rzymsko - katolickiego. Umieszcza równocześnie Busk w ziemi lwowskiej. Starostą Buska był Spytek z Tarnowa.
W roku 1511 starostą buskim był Jan Sycygmewski.
W roku 1516 - Tatarzy palą Busk i okolice zabierając w jasyr około 50 tyś. ludzi.
Od roku 1521 - 1533 - król Zygmunt I nadaje miastu szereg przywilejów celem wzmocnienia warownego Miasta przed napadami Tatarów.
W roku 1540 - starostą został Jędrzej hrabia z Górki. Począł on uciskać mieszkańców odbierając im przywileje i przymuszając do odrabiania pańszczyzny.
W roku 1543 - mieszczanie z Buska wytoczyli proces Jędrzejowi z Górki przed królem Zygmuntem I. Proces ten szóstego dnia po św. Wojciechu został przez Króla zasądzony na korzyść mieszczan.
W roku 1549 - Tatarzy ponowili napad na Busk zabierając wiele ludzi i łupów.
W roku 1566 - nawiedziło miasto morowe powietrze i wielu ludzi; wymarło. 1 stycznia 1564 roku król Zygmunt I wydał akt erekcyjny budowy kościoła św. Stanisława wraz z wszelkimi nadaniami.
W roku 1578 - zbudowano na przedmieściu Lipiboki nad Bugiem papiernię, oprócz tego istniały w obrębie miejskim jeszcze, 4 młyny i folusz. Ogromna powódź w 1714 r zniszczyła papiernię, później istniał tam młyn skarbowy, którego powódź zniszczyła.
20. XI. 1582 r Król Stefan Batory uznaje Busk wolnym miastem królewskim.
W 1589 roku zagon tatarski obległ Busk. Stoczono walkę na polach kraśnieńskich pod Buskiem zmuszając Tatarów do odwrotu. Starostą był wtedy Stanisław Tarnowski. Uzyskał on dla miasta szereg przywilejów wydanych w Warszawie 6. VI. l616 r.
W 1592 r zbudowano na starym rynku nowy ratusz i archiwum miejskie.
W 1608 r powstał czwarty kościół wraz z klasztorem oo. Dominikanów ufundowany przez księcia Jerzego Wiśniowieckiego.
W 1628 r starostą został hetman Wielki Korony Koniecpolski.
W 1638 roku rozległość miasta Buska sięgała granic wsi Wolicy Derewlańskiej, Połoniczny, Bołożynowa, Pitrycz, Uciszkowa, Krasnego, Żuratyny, Kozłowa i Kupczą. Z tej przyczyny zajmowała w obrębie swoim obszary dzisiejszych wsi: Pobużan, Lanerówki, Ostapkowca, Jabłonówki, Wierzblan i Humnisk.
Miasto same dzieliło się na trzy części:
I. Stare miasto - posiadało 37 domów, kościółek św. Stanisława /drewniany/ i cerkiew prawosławną św. Mikołaja z popem.
II. Miasto średnie - posiadało zabudowania starościńskie z kancelarią kościółek św. Ducha, młyny królewskie i dominikańskie oraz kilka domów miejskich.
III. Nowe miasto - posiadało kościół parafialny pod wezwaniem Matki Boskiej z probostwem, kilkanaście domów miejskich w tym większość szlacheckich, a niektóre żydowskie. Osobno okopany był klasztor Dominikański z młynem nad Bugiem. Okrążające zaś miasto poza korytem rzeki Bugu, Pełtwi, Słotwiny rozległe przedmieścia dzielono na łany, i tak:
Niemiecki Bok zajmowało 2 1/2 łanów Miejskich, 2 łany szlacheckie z Wojtowszczyną.
Przedmieście Lipiboki zajmowało 20 łanów miejskich, 1 łan poza potokiem Słotwina, 1 1/4 łanu szlacheckiego z młynem i papiernią nad groblą, która przedmieście Lipiboki z Niemieckim Bokiem łączyła.
Przedmieście Długa Strona zajmowała 21 łanów, miejskich, 2 3/4 łanów szlacheckich, cerkiew prawosławną św. Prokopy z popem oraz nowe osady nad rzeką Rokitną i na Błotach Wierzblańskich.
Przedmieście Podzamcze zajmowało łany starościńskie, 2 łany miejskie, 1/4 łanu szlacheckiego i monastyr bazyliański z cerkiewką.
Przedmieście Wolany miało 8 1/4 łanów miejskich i małą cerkiewkę św. Onufrego oraz nowe osady nad rzeką Rudnią.
Wały otaczające miasto wraz z przedmieściami sięgały przeszło milę długości. Oprócz tego istniały jeszcze w mieście wały i groble oraz fosy, i przekopy, które utrudniały nieprzyjacielowi dostęp do niego.
W roku 1654 Kozacy pod wodzą Bohdana Chmielnickiego w perzynę obrócili miasto. Popalili kościoły, cerkwie, zniszczyli zamek i wszystkie domy w mieście i na przedmieściach, popalono miejskie fortece. Miasto jakby przestało istnieć. Dopiero po 5 latach Sejm Rzeczypospolitej wysłał komisję, która potwierdziła ogromne zniszczenie miasta. Spaleniu lub zniszczeniu uległy dokumenty nadające miastu przywileje oraz mieszczanom i szlachcie.
Od roku 1674-1746 starostą miasta był Stanisław Jabłonowski, następnie jego syn Aleksander, Był to okres ucisku mieszkańców miasta. Starosta bowiem zaludniając miasto osadzał ludzi na prawach poddaństwa, zabierając często ziemię prawnym właścicielom. Sprzeciwiali się temu mieszczanie i szlachta. Wnieśli oni skargę do tronu królewskiego. Po licznych Interwencjach posłów i mieszczan Tomasza i Andrzeja Bryka oraz Andrzeja Łuczkiewicza otrzymało miasto wydany przez króla Augusta III dekret z dnia 7 września 1746 roku. W dekrecie tym król zachował miasto przy jego dawnych prawach i przywilejach, szczególnie uwolnił je od wszelkich powinności pańszczyźnianych. Dekret ten nie był respektowany przez starostów, którzy nadal nakładali różne ciężary na mieszczan i szlachtę.
W roku 1763 Antoni Jabłoński sprzedał starostwo buskie Józefowi Mierowi pochodzącemu z rodziny szkockiej, który był właścicielem Radziechowa i Chołojowa. On to rozwinął w Busku przemysł a to tym bardziej gdy po I Rozbiorze Polski w 1772 roku został dożywotnim panem miasta i starostwa. Rozpoczęto wyręby lasów, budowano tartaki. Wskutek tych przedsięwzięć osiedliło się w mieście wielu Niemców i Czechów. Nowo wytrzebione miejsca po lasach zaludniano tak zwanymi “Budnikami” przesiedlonymi tu spod Niska i Leżajska. Ludność tam osiedlona wyrabiała węgiel dla kowali, dziegieć i smołę, wypalała wapień, kopała żelazną okrę i rudę darniową znajdujące się w lasach. Do przetapiania surowca zabudowano kuźnicę żelazną nad Bugiem na przedmieściu Wolańskim. Zbudowano kilka hut szkła i potażerni które dostarczały artykułów do handlu. Powstały osiedla Ostapkowce i Lanerówka.
W roku 1769 kupiec lwowski Jan Preszel zakłada garbarnię skór. Po kilku latach fabryka ta dostarczała materiału na obuwie dla całej armii austriackiej. Po śmierci właściciela w roku 1315 fabryka została zlikwidowana.
W roku 1786 zniesiono poddaństwo i wtedy miasto Busk mogło się wyzwolić od powinności pańszczyźnianych jakie nakładał właściciel starostwa Józef Mier.
W roku 1849 wielki pożar zniszczył całe centrum miasta oraz kościół. Miasto bardzo podupadło.
W roku 1833 po śmierci Wojciecha hr. Miera dobra buskie bardzo zadłużone nabył na licytacji kuzyn dziedzica hr. Feliks Mier. W roku 1856 dobra te odziedziczył hr. Feliks Mier.
Stan ludności Buska w roku 1884
Wg. przeprowadzonego spisu miasto wraz z przedmieściami liczyło 5297 mieszkańców:
Polacy wyznania rzymsko-katolickiego 2001 37,8%
Rusini wyznania grecko-katolickiego 1640 31,0%
protestanci 69 1,3%
kalwini 17 0,3%
Żydzi 1566 29,6%
Jak z powyższego wynika przeważała ludność polska, lecz Rusini i Żydzi stanowili znaczne grupy.
Ludność wg. zatrudnienia dzieliła się na:
4 osoby stanu duchownego
40 urzędników
20 wojskowych
8 lekarzy i pomocników
468 posiadaczy gruntów
23 zagrodników i chałupników
142 rzemieślników
97 pomocników rzemieślników
53 handlujący z 8 pomocnikami
313 pracujących przy gospodarstwie
270 innych usług
246 innych najemników
249 podrostków
3352 kobiet i dzieci co stanowiło 63,2% do ogółu ludności.
Jak z powyższego wykazu wynika w mieście oprócz rolnictwa, handlu i rzemiosła nie występuje przemysł. Często też rzemieślnicy obok swego rzemiosła zajmują się gospodarstwem polowym. Ziemia tutejsza jest urodzajna po większej części czarnoziem lub piaskowa nieco próchnica daje się z łatwością uprawiać, stąd też ludności wystarcza żywności na cały rok.
Niektóre szczegóły historyczne dotyczące kościołów w Busku
Kościół farny pod wezwaniem św. Stanisława erekcja tutejszej parafii łacińskiej, sięga czasów panowania Ziemowita tj. lat 1386-1411, który jak się okazuje z przywilejów przez niego wydanych usilnie starał się ziemię buską z prawosławia oczyścić.
Pierwszy kościół parafialny obrządku łacińskiego istniał na Starym mieście. Zniszczony w XVI wieku przez napady tatarskie odstąpił to prawo zbudowanemu już w 1504 roku kościołowi pod wezwaniem NMP Niepokalanego Poczęcia na Nowym nieście, w miejscu gdzie później istniał stary cmentarz. Przy tym kościele aż do czasu jego zniszczenia przez kozactwo B. Chmielnickiego było probostwo całego miasta uposażone dochodami i przywilejem króla Zygmunta Augusta z 01.01. 1564 r. Potwierdzenie to uważane było jako odnowienie erekcji probostwa tutejszego któremu przyznano od mieszczan buskich daniny oraz przyznano niektóre grunta i inne dochody lokalne. Spalony przez kozaków kościół nie został odbudowany, natomiast parafię przeniesiono do kościółka św. Stanisława, który również został przez kozaków zniszczony, lecz wkrótce odbudowany z drzewa. Kościół ten wraz z probostwem przetrwał do roku 1768. W tym roku ówczesny proboszcz ks. Szczepan Mikulski kanonik archikapituły lwowskiej rozpoczął budowę nowego kościoła i plebani z twardego materiału. Grunta pod kościół i plebanię nadane zostały przywilejem króla Stanisława Augusta z dnia 3. X. 1765 r. Świątynię pięknie wykonaną z zewnątrz i wewnątrz konserwowano w roku 1780 01 września. Wraz z kościołem oddano do użytku plebanię, wikarówkę i szpitalik.
W dniu 30.05.1814 r. spalił się kościół wraz z większą częścią miasta. Dopiero w roku 1838 odrestaurowano dach i zewnętrzne ściany kościoła.
Okropny pożar jaki nawiedził miasto w 1849 r zniszczył na nowo kościół tak dalece, że nabożeństwa przeniesiono do cerkwi parafialnej obrządku grecko-katolickiego. Opuszczone mury odrestaurowano dopiero w roku 1856 wraz z probostwem i wikarówką.
Oprócz kościoła parafialnego istniał kościół i klasztor oo. dominikanów założony w 1608 r przez księcia Jerzego Wiśniowieckiego. Klasztor ten utrzymywał się z danin fundatora jak również zapisów mieszczan buskich. Posiadał grunta, ogrody warzywna, pasiekę i młyn. W roku 1786 zniesiony został przez Austriaków kościół i klasztor. Całą realność klasztorną wraz z zabudowaniami - kościołem, klasztorem i młynem na średnim mieście nabył ówczesny dziedzic starostwa buskiego hr. Józef Mier za 3498 zł. p.
Dawne zabudowania kościoła przedzielono na 2 piętra używając je do suszenia chmielu i magazynu sprzętu ogrodniczego. Część budynków rozebrano.
Istniał jeszcze klasztor oo. Bazylianów na przedmieściu Wolany zniszczony przez kozaków w roku 1654. W roku 1670 w miejsce dawnego klasztoru zbudowano małą cerkiewkę a na przyległej zagrodzie mieszkał czasami mnich odprawiający w cerkwi nabożeństwa. Po zniesieniu przez Austrię klasztoru sprzedano cerkiewkę i zagrodę na korzyść funduszów religijnych. Kupiła ją rodzina Haczkiewiczów. Miejsce gdzie stała cerkiew monastyrska zdobił do lat międzywojennych starodawny krzyż kamienny z napisem bardzo zatartym.
Rozdział II
Miasto BUSK i ziemie południowo kresowe Polski.
Najdawniejsze losy ziemi południowo wschodniej aż po pierwszą o nich wzmiankę historyczną z 981 roku nie są pewne. Wykopaliska wczesnohistoryczne pozwalają wnosić, że nad górnym Dniestrem były plemiona Chorwatów, nad Bugiem zaś między Buskiem a Horodnem Bużan. Nie jest pewne czy należeli oni do plemion zachodnio czy wschodnio słowiańskich. W IX i X wieku utrzymywali kontrakty handlowe z Bizancjum.
x/ Pierwsza historyczna wzmianka o ziemi południowo kresowej pochodzi z 981 roku, a znajduje się w najstarszej kronice kijowskiej pisanej w 1039 roku przez Nestora. Mówi ona, że wielki książe kijowski Włodzimierz /zwierzchnik ówczesnej Rusi/ najechał Lachów i zajął ich grody Przemyśl, Czerwień i inne.
W 981 roku straciło więc państwo Mieszka I ziemię czerwieńską, przemyską i bełską. Odtąd zaczynają się zmienne losy tych ziem, ich przynależność raz do państwowości polskiej raz do ruskiej.
Król Bolesław Chrobry podczas wyprawy na Kijów w 1018 roku utrwalił panowanie polskie, na tych ziemiach.
Za panowania Mieszka II w 1030 roku ziemie te zostały powtórnie zajęte przez Jarosława II księcia ruskiego Włodzimierza. Od tego czasu aż do 1344 roku panowały na tych ziemiach książęta ruscy.
Dopiero za panowania króla Kazimierza Wielkiego nastąpiło wcielenie do Polski ziemi sanockiej w 1344 r, a w 1349 roku opanowanie ziemi przemyskiej, halickiej ze Lwowem i krzemienieckiej.
Ekspansja polska zaczęła się od XIV w najpierw mieszczańska do większych miast, głównie do Lwowa, oraz rolnicza pod przewodem mężnych rodów rycerskich, otrzymujących od króla nadania. Za nimi szła liczna rzesza ludności wiejskiej z Małopolski i Mazowsza. Później pojawiła się drobna szlachta zagrodowa.
Ruś przyjęła chrześcijaństwo za Włodzimierza Wielkiego w 988 roku i w ten sposób krainy nad Bugiem i Dniestrem weszły w obręb kultury greckiej i bizantyjskiej. Lecz już w XII wieku Ruś Czerwona była terenem misji katolickich podejmowanych przez zakon Dominikanów.
x/ Z.Kurzowa - Polszczyzna Lwowa i kresów południowo wschodnich str.18.
Język polski zajął pozycję dominującą ponieważ przeprowadzone tam masowo już w XIV w nadania ziem Polakom oznaczały natychmiastowy napływ ludności polskiej, a w związku z tym polonizację Rusinów. Wiodło to do szybkiego uformowania dialektu polskiego. Również z kolonistami przedostawała się tam religia katolicka jak też przez koligacje rodów ruskich z polskimi.
Jeszcze w XV w dominowała na Rusi cerkiew. Kościół rozwijał się powoli. W 1412 roku została przeniesiona z Halicza do Lwowa metropolia katolicka i arcybiskupstwu lwowskiemu poddano biskupstwa: przemyskie, chełmskie, kamienieckie, włodzimierskie, kijowskie i mołdawskie.
Król Władysław Jagiełło rozpoczął na soborze w Konstancji w 1415 r zabiegi o unię Katolicką, z cerkwią. Zakończyły się one prawie po 200 latach Unią Brzeską w 1596 roku.
Za panowania królów polskich nastąpił rozwój piśmiennictwa. Od początku XVI w do I rozbioru Polski tj. 1772 r Powstało na Rusi Czerwonej 80 drukarń w tym; 32 katolickich, 5 unickich, 23 ruskich, 20 hebrajskich. Miało to korzystny wpływ na rozwój kultury jak i utrzymanie polskości.
W 1867 r, kiedy to pod zaborem austriackim wprowadzono język narodowy do szkół, spolszczeniu uległo szkolnictwo. Również w urzędach dopuszczono oba języki tj. polski i ruski. Stan oświaty polskiej przedstawiał się mizernie. Dzięki działalności Towarzystwa Szkoły Ludowej wzrosła do 1914 roku liczba szkół wiejskich i czteroklasowych miejskich w Galicji wschodniej z 2 do 6 tysięcy, liczba gimnazjum z 20 do 130.
Życie kulturalne przeżywa renesans dopiero w dobie autonomii Galicji. Okres ten trwający do 1914 roku przyniósł postęp w oświacie powszechnej, a w dużych miastach zwłaszcza we Lwowie znaczny rozkwit życia kulturalnego i naukowego. Lwów cieszył się pozycją galicyjskiej stolicy, dzięki czemu stał się ogniskiem twórczości naukowej, oświatowej i kulturalnej. W roku 1871 został spolszczony Uniwersytet Lwowski. W 1894 uniwersytet powiększył się o wydział lekarski. Rozwinęła się Politechnika Lwowska /założona w 1844r/. Przybyły jeszcze Wyższa Szkoła Lasowa 1874, Konserwatorium Muzyczne - 1880, Szkoła Weterynarii - 1881 r - Powstały 2 szkoły zawodowe: przemysłowa i handlowa.
Powstały różne stronnictwa i obozy polityczne, związki konspiracyjne o programach narodowych i niepodległościowych.
Omawiając dzieje Kresów Wschodnich nie można tu pominąć spraw narodowości ukraińskiej. Obok polskiego ruchu narodowościowego rozwijał się ukraiński ruch narodowościowy, głoszący wręcz ukraińską odrębność narodową. Powstawały ukraińskie organizacje społeczne takie jak "Proswita", Ukraińskie Stronnictwo Narodowe.
Założone w 1925 roku Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne głosiło program samodzielnego państwa zachodnio ukraińskiego. Jawny konflikt narodowy i klasowy polsko ukraiński nie znalazł rozwiązania przed rokiem 1939. Wcześniej jednak doprowadził do wojny polsko ukraińskiej w 1918 roku zakończonej wówczas zwycięstwem polskim. W dniu 25.VI.1919 roku mocarstwa zachodnie upoważniły Polskę do zajęcia Galicji wschodniej aż po rzekę Zbrucz, co spowodowało że ziemie te weszły znów w obręb państwa polskiego. Ziemie zamieszkałe przez tzw. mniejszości narodowe występowały w woj. lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim. W województwach tych występowała ludność wyznania rzymsko i grecko katolickiego. Nie było prawie prawosławia.
Wg. spisu powszechnego z 1931 roku ludność polska i ukraińska kształtowała się następująco w %:
Województwo: Polacy Ukraińcy Inni
lwowskie 57,8 34,2 8,0
tarnopolskie 49,3 45,5 5,2
stanisławowskie 22,3 69,0 8,7
razem 47,3 45,3 7,4
Powiat Kamionka Strumiłowa a w tym również Busk zaliczany był do obszaru o przewadze Polaków.
Stosunki polsko ukraińskie w okresie międzywojennym doprowadziły do pogłębiającego się kryzysu a nawet otwartej walki, która przybrała tragiczną postać w czasie II wojny światowej.
Jedną z organizacji, która odegrała dużą rolę w budzeniu ducha narodowego było Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Pierwsze Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" powstało we Lwowie w 1867 roku. Była to tzw. "Sokół Macierz".


Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" w Busku 1930 r
Z biegiem czasu zawiązały się gniazda sokole w mniejszych Miastach. Wzrastała też idea i prestiż "Sokoła". Po 42 latach istnienia Sokolstwo polskie w Galicji liczyło 25 tysięcy członków w 195 gniazdach podzielone na 7 okręgów, zgrupowane w Związku "Macierzy" we Lwowie.
W Busku Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" powstało 7 lutego 1904 roku. Zostało ono przydzielone do V okręgu. W 1909 roku gniazdo sokole w Busku liczyło 125 członków. Oprócz prowadzenia ćwiczeń gimnastycznych, musztry, działalności oświatowej gromadzono fundusze na budowę własnego budynku.
16. IX. 1909 roku ks. Biskup sufragan lwowski dr Bandurski dokonał poświęcenia kamienia węgielnego pod budowę "sokolni" Busku na przedmieściu Niemiecki bok.
Do Zarządu należeli wtedy: dr Bronisław Zaorski /prezes/, ks. Kazimierz Aktyl, Józef Górnicki, Józef Dobrowolski, Wł.Rothander, Wł.Rosłonowski /burmistrz/, Wł.Schetyna. Wydatną pomoc przy budowie udzieliła hr. Maria Badeniowa ofiarowując 300 tys. sztuk cegieł, co zabezpieczyło wybudowanie jednopiętrowego budynku z salą gimnastyczną, salą widowiskową, sceną, biblioteką i innymi pomieszczeniami. Kierownikiem budowy był Monsig, kier. Komitetu budowy A.Thulie.
18. IX. 1910 roku dokonano poświęcenia sztandaru Tow. Gimn. "Sokół" w Busku. Na tę uroczystość przybyły delegacje z bratnich sokolich gniazd, jak i przedstawiciele "Sokoła Macierzy" ze Lwowa.
W wybudowanej sokolni skupiało się całe życie narodowe, miasta. Do Tow. "Sokół" należała większa część inteligencji miasta jak i okolic, która również finansowo wspierała "Sokół".
Garnęła się młodzież żeńska i męska . Czynna była biblioteka. Urządzano różne imprezy i przedstawienia o charakterze narodowym.
W czasie I wojny światowej 1914-1918 - budynek "Sokoła" ocalał. W 1919 roku w czasie toczonych walk z Ukraińcami wojska Petlury spaliły sokolnię. Brak tych pomieszczeń, w których skupiało się całe życie kulturalne miasta, zmobilizował członków jak i działaczy do odbudowy zniszczonego gmachu. Odbudowę rozpoczęto w 1921 roku. Włożono w to wiele trudu, pracy i pieniędzy. Została odbudowana tylko część parterowa, która mieściła dużą salę gimnastyczną, salę widowiskową ze sceną, bibliotekę, pokoje i szatnie. Odbudowę zakończono po 4 latach. 26.IV.1925 roku miejscowy proboszcz ks. Wojciech Stuglik dokonał poświęcenia odbudowanego gmachu.
W kronice Tow. Gimn. "Sokół" zapisano pod tą datą: "Niech zatem ta placówka narodowa przy Bożej pomocy odbudowana, wzmacnia szeregi twierdz wschodniej Polski, niech w niej wre życie i pracy Sokoła, niech skupiają się wszystkie towarzystwa i organizacje dla pracy narodowej na Chwałę Najjaśniejszej Zmartwychwstałej Ojczyzny naszej."


Żeńska drużyna strzelecka w Busku 1935 r
Wraz z oddaniem do użytku odbudowanej sokolni ożywiła się znacznie działalność wśród młodzieży. W 1927 roku działała już drużyna żeńska i męska, ćwiczenia gimnastyczne odbywały się raz w tygodniu w przypadku przygotowań do imprez czy zlotu dwa razy w tygodniu. Sala gimnastyczna z przyrządami była udostępniona do ćwiczeń codziennie. Należy zaznaczyć, że wszelkie zajęcia prowadzone przez instruktorów wykonywane były bezinteresownie. Zajęcia gimnastyczne u dziewcząt prowadziła początkowo Z.Masłówna a po przeszkoleniu S.Franciszkiewicz. Ćwiczenia u chłopców prowadził druh Longin Mali.
Członkowie "Sokoła" z gniazda Busk brali udział w ogólnopolskich zlotach sokolich. W 1929 roku w zlocie w Poznaniu brała udział delegacja z Buska. W Katowicach w zlocie brali udział w delegacji członkowie młodzieży. W zlocie we Lwowie, Złoczowie, Tarnopolu występowały z Buska drużyny ćwiczące. Natomiast w zlocie we Lwowie w 1939 roku uczestniczyły w ćwiczeniach drużyna męska i żeńska wraz z pocztem sztandarowym. W zlocie tym brałam udział jako ćwicząca 15 letnia dziewczynka i do dziś zachowuję w pamięci te wspaniałe przeżycia.


Zarząd Tow. Gimn. "Sokół" w Busku 1933r
Również w 1928 roku młodzież żeńska i męska brała udział w Marszu Zadwórzańskim organizowanym ku czci poległych "orląt lwowskich". W Zadwórzu oddalonym od Lwowa ca 40 km usypane były kurhany - mogiły dzieci lwowskich poległych w czasie obrony Lwowa 1920 roku w walce z bolszewikami. W marszu udział wzięła drużyna męska składająca się z 13 osób pod komendą druha Longina Małego, która zajęła II miejsce z czasem 6 godz. i 11 min. Marsz indywidualny kontynuowały 2 druhny i 2 druhów.
Od roku 1930 do 1939 Prezesem Tow. Sokół" był Marian Sobol, zastępcą M.Wachowicz, sekretarzem i zarazem prowadzącym bibliotekę był Marian Lacak. Gospodarzem obiektu był Kazimierz Balicki, naczelnikiem odpowiedzialnym za działalność sportową i gimnastykę był Longin Mali. Członkami zarządu byli: ks. dziekan Wojciech Stuglik, Jan Surma, Stanisław Haber, ks.Jan Szul, Kler. W.Berka Izydor.
Ilość starszych członków która płaciła składki wynosiła 60-80 osób. Stan młodzieży męskiej wynosił 35-38 osób -żeńskiej 22-25 osób. Młodzież nie płaciła składek. Tow. Gimn. "Sokół" finansowało się samodzielnie. Oprócz płaconych przez członków składek, wynajmowało salę widowiskową /jedyną w mieście/ na różne imprezy i przedstawienia. Również Tow. "Sokół" urządzało zabawy, festyny, przedstawienia, które były dochodowe. Biblioteka czynna była raz w tygodniu, dochód z biblioteki przeznaczany był na zakup nowych książek.
W celu propagowania sportu wodnego Tow. "Sokół" zleciło wykonanie Stefanowi Dębickiemu i Longinowi Malemu 15 kajaków 2 osobowych. Uroczystość poświęcenia i wodowania kajaków odbyła się 15.VIII.1933 roku przy moście na Bugu na Niemieckim boku. Poświęcenia dokonał ks. dziekan Wojciech Stuglik.


03 maj 1939 r


Emil Kraśniak, Marian Frej
W następnych latach wspólnie z organizacją "Strzelec" urządzano każdego roku nad rzeka Bug uroczystości związane z Dniami Morza. Przybywała licznie młodzież i starsi. Wieczorem odbywały się zawody kajakowe oraz puszczano na wodę wieńce z zapalonymi świecami.
Wojna w 1939 roku zakończyła działalność Tow. "Sokół". Budynek został zajęty przez wojsko rosyjskie. Książki z biblioteki zostały wyrzucone przez okno do ogrodu. Część książek uratowała młodzież, resztę spalono. Sztandar "Sokoła" uratowała p. Helena Jasińska członek Tow. "Sokół". Z narażeniem życia jak i groźbą wywozu na Sybir przechowała go przez cały okres okupacji i razem z nim podzieliła los wysiedlenia. Obecnie sztandar ten złożony został w Archiwum archidiecezji Lwowskiej w Lubaczowie. Również kronikę Tow. "Sokół" uratowała p. Miła Szałajdewicz-Gumińska. Przetrwała ona całą okupację i została zabrana do Polski. Obecnie również znajduje się obok sztandaru w Archiwum w Lubaczowie. Uratowanie tych pamiątek stanowi wyraz miłości do naszej Ojczyzny jak i idei Tow. Gimn. "Sokół".






BUSK w okresie międzywojennym.


Niedaleko Lwowa bo 50 km na południowy wschód leży miasto Busk. Jest to małe miasteczko o ciekawej historii, które w swoim 900 letnim istnieniu przeżyło wiele burz dziejowych a w szczególności walki o polskość.
Miasto położone jest pomiędzy trzema rzekami. Od wschodu oddziela je rzeka Bug, od zachodu Pełtew i od północnego, wschodu Słotwina.
Dawniej miasto dzieliło się na trzy części:
I. Stare miasto obejmowało obszar od gmachu Sądu Grodzkiego aż po Urząd Pocztowy i Urząd Miejski - graniczyło z rzeką Bug.
II. Średnie miasto - obejmowało pałac i zabudowania hr. Badeniego wraz z młynem nad odnogą Bugu i elektrownię.
III. Nowe miasto - obejmowało dzisiejszy rynek wraz z kamienicami pobudowanymi w czworobok z bocznymi uliczkami, gdzie koncentrował się handel.
Mieścił się tu kościół św. Stanisława wraz z probostwem i cerkiew grecko katolicka.
W latach trzydziestych miasto stanowiło jedną całość. Nad korytami rzek okrążającymi miasto położone były przedmieścia. Na prawym brzegu Bugu położone było przedmieście Lipiboki, na lewym brzegu Niemiecki bok. Od Niemieckiego boku przedzielone korytem rzeki Pełtwy leżało przedmieście Podzamcze. Wzdłuż Słotwiny ciągnęło się przedmieście Długa strona, Krótka strona i Wolany, obok którego przepływała rzeka Rokitna.
Takie usytuowanie przedmieść uwarunkowane i uzależnione było od rzek, które dawniej tworzyły rozległe bagna i jeziora. W czasie większych opadów komunikacja między miastem a przedmieściami odbywała się za pomoce czółen i promów. W celu zabezpieczenia miasta przed najazdami tatarskimi już w XVI wieku poczęło się miasto okopywać. W tym celu wykopano kilka fos i przekopów, którymi połączono wody rzeki Bugu i Pełtwy. W wyniku tych prac koryta rzek uległy zmniejszeniu i zamiast wód i szuwaru powstały łąki i pastwiska. Usypano też szereg grobli w celu ułatwienia przejścia pomiędzy przedmieściami. I tak:
Grobla z Lipibok poprzez most na Bugu łączyła przedmieście Niemiecki bok. Miasto posiadało też wiele mostów. Były też tzw. kładki, ułożone z dwu lub więcej desek na wysokich podstawach w poprzek dawnego koryta rzeki umożliwiające przejście pieszym.
Według spisu powszechnego ludności Busk w roku 1931 liczył 6148 mieszkańców. W porównaniu z danymi roku 1864 - w okresie 67 lat nastąpił wzrost ludności o 851 osób. Jeżeli weźmiemy pod uwagę straty ludności w okresie I wojny światowej jak i walk ukraińskich w latach 1919, 1920 - to należy stwierdzić dość wysoki przyrost ludności.
Przyjmując dane ze spisu ludności według którego powiat Kamionka Strumiłowa posiadał przeważającą ludność polską można przyjąć, że Polacy w Busku stanowili około 55%, reszta to Ukraińcy i Żydzi.


Kościół parafialny w Busku
W mieście był Magistrat, Urząd pocztowy, telegraf, telefon. Miał swą siedzibę Sąd grodzki, obok którego znajdowało się więzienie. Miasto było oddalone o 6,5 km od stacji kolejowej Krasne - Tarnopol. Przecinały się linie kolejowe Lwów - Zdołbunow.
Na zachód od rynku znajdował się kościół parafialny rzymsko -katolicki pod wezwaniem św. Stanisława pochodzący z XVIII wieku. Była tu również siedziba dekanatu. Długoletnim proboszczem a następnie dziekanem był ksiądz Wojciech Stuglik. Do pomocy posiadał dwóch księży wikarych - parafia była dość rozległa. Okres II wojny światowej przetrwali wraz z ludnością miasta ks. Wojciech Stuglik, Ks. Antoni Adamiuk, ks. J.Jęczalik. Razem też z nami podzielili los wysiedlenia.
We wschodniej części miasta mieściła się duża cerkiew obrządku grecko katolickiego. Jej budowę ukończono w 1938 roku. Była to cerkiew parafialna z Dygdałą jako popem. Natomiast na przedmieściu Długa strona nieopodal rzeki Słotwiny stała drewniana zabytkowa cerkiewka św. Prokopy z popem Kałynowiczem.
Również w rynku mieściły się dwie synagogi dla wyznawców religii Mojżesza.
W mieście istniały dwie polskie powszechne 7 klasowe szkoły. Jedna grupowała młodzież męską, położona była w pobliżu kościoła. Długoletnim jej dyrektorem i znanym działaczem spółdzielczym był Łuciow Stanisław. Druga szkoła żeńska znajdowała się we wschodniej części miasta, nad rzekę Słotwina. Był to piętrowy budynek rozbudowany po I wojnie światowej, z przestronnymi salami, pracownią fizyczną i przyrodniczą. Dyrektorką do 1939 roku była Jadwiga Tokarzewska, zasłużony pedagog, przyjaciel młodzieży i wielki patriota. Do obu szkół uczęszczali Polacy, Rusini i Żydzi. Począwszy od 3 klasy obowiązywała nauka języka ruskiego. W szkole odbywały się lekcje religii wszystkich wyznań. Oprócz tego gmina żydowska prowadziła szkołę hebrajską do której uczęszczali tylko chłopcy.
W mieście istniało Stowarzyszenie św .Stanisława Kostki młodzieży męskiej i św. Teresy młodzieży żeńskiej posiadające własną salę i orkiestrę dętą. Również czynne było Tow. "Strzelec". Rzemieślnicy zrzeszali się w Stowarzyszeniu Kupców, Rękodzielników i pokrewnych zawodów oraz w Cechu Tkaczy i Metalowców.
Między dwoma korytami rzeki Bugu stał pałac hr. Kazimierza Badeniego. Do niego przylegał rozległy park. Nieopodal nad brzegiem Pełtwi mieścił się browar parowy wraz z słodownią i chmielarnią. Dalej ciągnęły się zabudowania folwarczne i przedmieście Podzamcze. Również na folwarku mieścił się zarząd majątków hr. Badeniego, który oprócz ziemi w Busku posiadał majątki ziemskie we wsiach Adamy, Grabowa, Lanerówka, Wierzblany, Żuratyń w sumie około 4000 ha oraz gorzelnie i tartaki. Sam hrabia rzadko przebywał w Busku, rządzili plenipotenci.


Pracownicy urzędu pocztowego
Burmistrzem miasta w 1930 roku był Tomasz Turczyn, następnie Franciszek Fedorski. Po jego śmierci burmistrzem do 1939 r był Stanisław Litak.
W mieście istniała ochotnicza straż pożarna z komendantem M.Gierczakiem.
Lekarzami byli: U.Szajnberg, dr Szałajdewicz, M.Wawryk, J.Wanio.
Lekarze dentyści: dr A.Adlerstein.
Adwokaci: S.Gruder, S.Kutten, L.Operer, M.Procyk, T.Turczyn.
Notariuszem był M.Sobol.
Akuszerkami były: M.Bocian, Fr.Stern, Fr.Święcicka, M.Staruch.
Istniał Bank Spółdzielczy Pożyczkowy z n.o., który został później zlikwidowany a powstała Kasa Stefczyka. Zrzeszała ona dużą ilość rolników i rzemieślników i cieszyła się zaufaniem ludności. Prezesem jej był Motak Franciszek.
Handel w mieście
Handel w mieście prowadzony był w następujących branżach:
Bławaty: Appel, A.Babad, D.Chare, Frankel, Friedman, Kohl, Margules, Rottenberg, Seidenwurm, Stolzenberg, Taube, Achtenbuck.
Materiały budowlane: Z.Graf, Goldberg, Meisels, Raubvogel.
Wyroby gliniane: Bratter-Raubvogel S.
Obuwie -skóry: Hecht, M.Kapij, J.Schwadron, Stolzenberg, Ch.Duhl, Czaczkes.
Wyroby tytoniowe: K.Sawa, N.Wachs.
Gotowe ubrania: Frankiel
Wytwórnia wody gazowanej: J.Bochner.
Różne towary spożywcze: Acker, Derbfleisch, Fink, Goldhaber, Karawan, Łapajówker, Rotterberg, Gamet, Schóps, Sandel, Friedman, W.Wowk, W.Leoś, M.Marynowicz, F.Ziemba, S.Dębicki, Zalipski, Kawecki.
Wyroby żelazne: Danziger, Gebert, Akselrad, Fink, Katz.
Handel zbożem: Friedman, Goldberg, Jad, Margules.
Wyroby betonowe: Br.Fedorska, Schapiro.
Handel bydłem: Tenen, Weingarten.
Handel końmi: Askenazy
Handel nierogacizną: I.Berka, L.Moszczak, Fr.Fedorski, I.Bielecki
Rzeźnictwo wieprzowe: H.Argasiński, I.Berka, L.Moszczak, J.Bielecki, J.Dąbrowiecki, F.Gorczak, Żółtaniecka, L.Karawan, Iwanicki, Pendel.
Rzeźnictwo wołowe: Landau, Leifer, Neuer, Schimelman, Tikes, Wolshaut.
Piekarnictwo: Bratter, Erlitz, Fink, Horowitz, Waldbaum, Berastein, Recht.
Restauracje i wyszynk trunków: J.Babuchowski, Hudausek, Belzer, Finkel, Derbfleisch, Eckhaus, Goldberg, Halpern, Petryszyn.
Stan rzemiosła przedstawiał się następująco:
Krawcy: Deutsch, Guner, Jankowski, Kolbuch, Motak, Mali, Leifer, Zuckerman.
Stolarze: Grotowski, Gierczak, Leifer, Liphart Ferd. i Franciszek.
Szewcy: Czabanowski, Fahrenholz, Glanz.J, Gryf J., Halikowski, Hołota, Sosnowski J., Suchowirski, K.Wojta, S.Wokroj, Modest i Tadeusz Kubat, W.Tobiasz, Fr.Blok.
Kowale: Berka L. i J.Śliwiński, St.Pęcak, S.Fahrenholz.
Kołodzieje: Selecki, Ledwold.
Podane wyżej dane świadczą, że w mieście prawie cała działalność handlowa, piekarnictwo, restauracje, skup zboża zdominowany był przez Żydów, wyjątek tylko stanowiło wieprzowe rzeźnictwo i handel prowadzone przez Polaków i Ukraińców.
Spółdzielczość polska przedstawiała się skromnie. Poza Kasą Stefczyka istniała Spółdzielnia Mleczarska. Stanowiły one jednak dużą pomoc dla przeważnie rolniczej ludności. Możność zaciągnięcia potrzebnej pożyczki na godziwy procent, czy skup mleka przez spółdzielnię wspomagały rolnictwo w latach trzydziestych w latach kryzysu.
W latach 1934 - 1939 ożywiła się znacznie spółdzielczość na terenie miasta. Bardzo rozszerzyła się działalność Spółdzielni Mleczarskiej. Zwiększył się skup mleka czy śmietanki z terenu miasta jak i wsi. Wprowadzono w zlewniach możliwość odwirowania mleka, pobierając śmietankę pozostawiając rolnikowi chude mleko do tuczu. Wzrosła produkcja masła, które wysyłane było do Lwowa.
Spółdzielnia prowadzona była wzorowo i cieszyła się zaufaniem rolnika. Zawdzięczać to należy działaczom spółdzielni z długoletnim prezesem Surmą i księgową J.Katlik na czele.
Działacze społeczni, wśród których było wielu światłych rolników widzieli konieczność rozwoju spółdzielczości dla potrzeb rolnictwa.
W 1934 roku powstała Spółdzielnia Handlowa "Rolnik" z ogr. odpow. Prezesem jej został Łuciow Stanisław a księgowym Haber Stanisław. Spółdzielnia nie posiadała własnego lokalu, również Kasa Stefczyka pracowała w dzierżawionym obiekcie. Postanowiono wspólnie wybudować budynek, w którym mieściłby się sklep spółdzielni, hurtownia i Kasa Stefczyka.


Uroczyste otwarcie nowo wybudowanego budynku
Zimą 1934 r rolnicy z Buska, Żuratyna, koloniści z Jabłonówki i Wierzblan zwozili cegłę z Chołojowa na budowę. Prace te wykonano bezpłatnie. Kredyty na budowę gmachu zaciągnęła Kasa Stefczyka.
Uroczyste otwarcie zakończonego budynku nastąpiło w roku 1936. Uczestniczyli w nim przedstawiciele C—li Handl. ze Lwowa, C-li Kółek Rolniczych, C-li Banku Kasy Stefczyka ze Lwowa oraz przedstawicieli Spółdzielni "Rolnik", Kasy Stefczyka, Mleczarni, członkowie Rad Nadzorczych, rolnicy z miasta i okolicznych wsi.


Personel sklepu spółdz. "Rolnik" 1939 r
Wśród działaczy należy wymienić: Trojanowskiego, I.Berkę, M.Klera, J.Surmę, Balickiego, Nemeczka, Jakusa z Jabłonówki, Halikowskiego, K.Franciszkiewicza, Przytułę, Motaka, Fr.Guśkiewicza i Anklewicza z Żuratyna, K.Sowę, Łuciowa Stanisława, Habera St. ks.prałata W.Stuglika, E.Siołkowskiego i wielu innych. Było to wielkie wydarzenie i sukces spółdzielczości polskiej. W nowym budynku na parterze mieścił się sklep spożywczy. Prowadził on branżę spożywczą, dziewiarsko-pończoszniczą i papierniczą. Kierownikiem sklepu była Janina Katlik-Łuczkiewicz.


Budynek Kasy Stefczyka i Spółdzielni "Rolnik"
W sklepie pracowali: M.Czerska, W.Iwanicka, K.Lesiak. Na I piętrze uruchomiono hurtownię artykułów spożywczych dla zaopatrywania sklepów w mieście i na wsi. Kierownikiem był Br.Małko. Hurtownia ta zaopatrywała sklepy: F.Ziemby i St.Dębickiego z Lipibok, Marynowicza z Niemieckiego boku, Kaweckiego z Wolan, sklep Spółdz. "Rolnik" na Wolanach prowadzony przez J.Siołkowskiego. Ponadto zaopatrywano sklepy z Adam-Bednarczuka, Żuratyna, Pietrycz, Wierzblan. Na II piętrze mieściły się biura spółdzielni i Kasa Stefczyka.
W 1936 r w wydzierżawionym obiekcie uruchomiła spółdzielnia skup zboża, sprzedaż maszyn i narzędzi rolniczych, węgla i nawozów sztucznych. Kierownikiem był Edward Siołkowski z Wolan. W skupie pracowali M.Kawecki, L.Dawidowski, Ludwik Łuciow. Utworzenie przez spółdzielnię skupu zboża przyniosło rolnikom poprawę warunków materialnych. Do roku 1936 rolnik uzależniony był od skupu prowadzonego przez Żydów, dyktujących ceny rolnikom. Z chwilą rozpoczęcia skupu zboża przez spółdzielnię rolnik otrzymywał należność według gatunku zboża wiedząc z góry ile płacono za każdy rodzaj i gatunek zboża. Skupione zboże wysyłano do C-li Handlowej do Lwowa. Ładowano je do wagonów w Krasnem. Również rozwinęła się sprzedaż maszyn i narzędzi rolniczych. Spółdzielnia propagowała sprzedaż nowych narzędzi bardziej ekonomicznych z Fabryki Cegielskiego w Poznaniu.
Konieczność właściwego składowania zboża jak i jego załadunku do wagonów zmusiła spółdzielnię "Rolnik" do rozpoczęcia w 1938 r budowy magazynu zboża w Krasnem przy stacji kolejowej. Budowę magazynu zakończono w 1939 r.
W mieście w roku 1935 istniała już ukraińska spółdzielnia spożywców oraz sklepy prowadzone przez Ukraińców. Powstanie spółdzielni polskiej, która prowadziła sprzedaż detaliczną art. spożywczych, hurtownię oraz skup zboża, sprzedaż narzędzi i maszyn rolniczych, nawozów sztucznych, zachwiało dotychczasową dominację w handlu sklepów żydowskich. Rozpoczęła się walka o klienta między trzema grupami ludności - polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Propagowana szeroko idea popierania własnej spółdzielczości spowodowała wzrost obrotów w polskich sklepach na przedmieściach i w Spółdz. "Rolnik". Sklepy żydowskie znacznie zmniejszyły swe obroty, a żydowskie skupy zboża zbankrutowały.
Również w latach 1935-39 rozwinięty silny nacjonalistyczny ruch ukraiński dążył w zakresie handlu do zaopatrywania wsi ukraińskiej w potrzebne jej artykuły eliminując częściowo z handlu sklepy żydowskie.
Pięknie rozwijająca się spółdzielczość polska została zlikwidowana w 1939 roku. Żydzi zemścili się za poniesioną porażkę handlu. Już bowiem 20.IX.1939 r tj. 2 dni po wkroczeniu Rosjan do Buska zlikwidowano Spółdzielnię "Rolnik". Komisja złożona z Żydów i Ukraińców wezwała członka Rady Nadzorczej K.Franciszkiewicza do uczestnictwa w komisji, która przejęła wszystkie towary z Hurtowni. /Ze sklepu towar rozprzedano/. Powstała nowa ukraińska kooperatywa pod kierownictwem żydowskim. Kierownictwo spółdzielni musiało się ukrywać. Zostali oni przez Żydów wytypowani do wywozu na Sybir. Okres 2 letniej okupacji zdołali przetrwać, lecz rodziny ich zostały wysłane na Sybir.
________________________________________

Rozdział III


Ks. Antoni Adamiuk biskup sufragan opolski.

Ks. Antoni Adamiuk biskup sufragan opolski urodził się 18. XII. 1913 r Po ukończeniu gimnazjum w Tarnopolu wstąpił do Seminarium Duchownego we Lwowie. Na Uniwersytecie Jana Kazimierza ukończył studia Teologiczne ze stopniem magistra Teologii. 18 czerwca 1939 r otrzymał święcenia kapłańskie. Pierwsze parafię do której został skierowany był Busk. Cały okres okupacji przeżył w tym mieście.
Za zgodą J. Em. Księdza Biskupa - zamiast opisu lat okupacji - podaję wspomnienia Ks. Biskupa z tego okresu spisane w roku 1977. Czasy te widziane oczami młodego kapłana, który starał chronić parafian i im pomagać najlepiej oddadzą klimat tamtych lat.
Moje wspomnienia i przeżycia w pracy duszpasterskiej w latach wojny i po wyzwoleniu.
W lipcu 1939 r zostałem mianowany wikarym w parafii Busk. Miasteczko Busk liczyło około 8000 mieszkańców / 4 tyś. Polaków, 2500 Żydów i 1500 Ukraińców/. Do parafii prócz miasta, należało 19 wiosek. Wśród nich były czysto polskie, czysto ukraińskie i mieszane.
Na terenie parafii poza kościołem parafialnym, mieliśmy 4 kościoły filialne : w Żuratynie - 4 km, w Pietryczach - 12 km, w Grabowej — 1O km, w Maziami - 15 km/.
Parafia liczyła około 10000 wiernych. Ukraińców na tym terenie było około 5000, ale mieli oni 7 parafii.
Do Buska przyjechałem na początku sierpnia 1939 r. Proboszczem był Ks. Wojciech Stuglik, gorliwy i doświadczony duszpasterz, któremu wiele zawdzięczam, a katechetą Ks. Leon Bolesławski.
Panowała atmosfera zbliżającej się wojny i przekonanie że po raz pierwszy w czasie wojny, tamte strony nie będę terenem działań wojennych.
Kiedy ogłoszono mobilizację, wezwani rezerwiści jechali do swoich jednostek z wielkim patriotycznym zaangażowaniem. Przez całą noc przejeżdżały przez miasto furmanki, wiozące zmobilizowanych, których ludność żegnała kwiatami, podarunkami i łzami.
Wojna wybuchła 0l września 1939 r. Tego samego dnia powstał społeczny Komitet pomocy dla żołnierzy i spodziewanych uchodźców. Duża liczba kobiet szyła bieliznę dla żołnierzy, samorzutnie zbierano podarki dla nich.
Na zarządzenie Ks. Arcybiskupa, codziennie odprawiano nabożeństwo różańcowe w intencji walczących i ojczyzny. Po kilku dniach zaczęli napływać uchodźcy ze Śląska i poznańskiego, a następnie z centralnej Polski.
Ludność miejscowa przyjmowała ich z wielką, serdecznością, i dzieliła się z nimi wszystkim co posiadała. Pierwsze bomby spadły na Busk 6 lub 7 września. Zginęło kilku żołnierzy z 6 Baonu Sanitarnego z Krakowa i parę osób cywilnych. Zaczęli również napływać żołnierze z rozbitych jednostek, których otaczano serdeczną opieką. Kierowano ich do tworzących się nowych pułków. Następowała koncentracja jednostek różnych rodzajów broni i mówiono, że wkrótce rozpocznie się kontrofensywa.
Jedynym przykrym zgrzytem była ucieczka coraz liczniejszych dygnitarzy sanacyjnych, wiozących samochodami swoje rodziny i liczne bagaże. A te samochody przydałyby się tak bardzo żołnierzom.
Panowało przekonanie, że zwyciężymy. Liczono, że Anglia i Francja przyjdą wkrótce ze skuteczną pomocą. i wtedy nastąpił cios, którego nikt się nie spodziewał. Komisarz Spraw Zagranicznych Związku Radzieckiego Wiaczesław Mołotow złożył oświadczenie, że w porozumieniu z Hitlerem Związek Radziecki zajmuje wschodnie część Polski i że Polska "bękarci twór traktatu wersalskiego przestaje istnieć i zapowiedział, że Armia Czerwona wkracza na ziemie polskie, by "otoczyć opieką" Ukraińców i Białorusinów. Nastąpił nowy rozbiór Polski. Następnego dnia, choć w mieście było jeszcze pełno wojska i policji - Żydzi powywieszali czerwone sztandary i transparenty witające "wyzwolicieli z pańskiej i polskiej niewoli". Tak się odwdzięczali Żydzi za to, że Polska, kiedy byli prześladowani w różnych krajach Europy, przyjmowała ich i otaczała opieką.
Panowało tak wielkie przygnębienie, że nikt nie reagował na prowokację.
19 września wczesnym popołudniem wkroczyły do Buska oddziały Armii Czerwonej. Witali je radośnie Żydzi, natomiast Ukraińcy zachowywali się powściągliwie, mimo rozrzucanych z samochodów ulotek wzywających do mordowania "polskich paniw, pidpankiw i pomieszczykiw".
Nikt z Polaków nie wiedział, co przyniosę najbliższe godziny. Wieczorem, jak każdego dnia, odbyło się nabożeństwo różańcowe. Kościół był pełny kobiet i dzieci, gdyż mężczyźni obawiali się wyjść z domów. Kiedy na zakończenie zaintonowałem "Matko Najświętsza do serca Twego", to śpiew się załamał, przechodząc w płacz i jęk, a równocześnie wstąpiła jakaś otucha, że Matka Najświętsza nas nie opuści.
Rozpoczęło się życie pod władzę radziecką. Żołnierze sowieccy wykupywali wszystko co było w sklepach i po krótkim czasie sklepy świeciły pustkami.
Powoli władzę przejmowały osoby cywilne, wszystkie stanowiska kierownicze objęli Rosjanie i niektórzy Żydzi, którzy zdecydowanie popierali nową władzę. Ukraińcy, którym marzyła się "samostijna Ukraina", przyjmowali również posady, ale nie odgrywali ważniejszej roli. Władze sowieckie nie robiły krzywdy ukraińskim nacjonalistom, a na pewno o nich wiedziały.
W najgorszej sytuacji znaleźli się Polacy, choć stanowili większość ludności.
Zaczęła urzędować milicja, a zwłaszcza NKWD, o którego roli mieli się wkrótce ludzie dowiedzieć.
Odbywały się częste mitingi, na których szkalowano Polskę i jej przeszłość. Natomiast wychwalano Związek Radziecki i Stalina. Wmawiano, że dopiero teraz nastało wolne i radosne życie oraz sprawiedliwość. Chyba w październiku ogłoszono, że polskie pieniądze są nieważne, a jedyne walutę jest rubel. Nie było żadnej wymiany, więc ludzie w jednej chwili utracili swoje oszczędności i wielu zostało bez środków do życia.
Już w październiku 1939 r. rozpoczęły się aresztowania policjantów, oficerów rezerwy, działaczy politycznych i takich którzy w roku 1920 walczyli z Armią Czerwoną. Rozpoczęły się wzywania i przesłuchiwania na NKWD, często w nocy.
W Busku urządzano w zabudowaniach folwarcznych obóz dla jeńców polskich. Było w nim około 1000 żołnierzy, a wśród nich oficerowie, nawet wyżsi. Nikt z żołnierzy nie zdradził ich obecności, a wiadomo było, że władze radzieckie zabierały oficerów osobno. Kilkunastu oficerom i kilkudziesięciu żołnierzom udało się wydobyć z obozu i rzecz charakterystyczna, że żołnierze ułatwiali oficerom te ucieczki, bo uważali, że powinni udać się za granicę i walczyć dalej. Wśród jeńców był także kapelan - O. Bruno Woźny, bernardyn, którego przed wojną poznałem w Zbarażu.
Miał możliwość wydostania się z obozu, ale z niej nie skorzystał, bo uważał, że powinien być razem z żołnierzami. Spośród jeńców wybrani byli ich przedstawiciele /trzech/, którzy czasem otrzymywali przepustkę i mogli wyjść do miasta. Zawsze przychodzili do nas i przedstawiali sytuację w obozie. Prosili też o ubranie cywilne i zaopiekowanie się tymi, którzy uciekli z obozu. Zorganizowaliśmy tę pomoc i zaopatrywaliśmy ich w dokumenty /metryki/. Jeńcy pracowali ciężko przy budowie nowej drogi Lwów-Kijów, która przebiegała przez Busk. Codziennie prowadzili ich do pracy liczni, uzbrojeni strażnicy z psami. Ludność starała się pomagać jeńcom, donosząc żywność /zupę gorącą i chleb/ papierosy na trasę budowy drogi. Często udało się ubłagać strażników, żeby zezwolili na podanie jeńcom żywności.
W czasie takiej jednej wyprawy została aresztowana przez GPU Janina Frej. Ocalona została cudem z palącego się więzienia w Charkowie w czerwcu 1941 r.
W jesieni roku 194O wywieziono tych jeńców na Wschód i nie wiadomo co się z nimi stało. Po wojnie dowiedziałem się, że O. Brunon Woźny nie wrócił.
Jeśli chodzi o sytuacje Kościoła i życie religijne oraz warunki pracy duszpasterskiej i katechetycznej, to nastąpiły duże zmiany.
Zaraz po wkroczeniu otwarto szkoły, z których usunięto naukę religii i rozpoczęto propagandę ateistyczną. Przykrym wydarzeniem był fakt, że Ukrainiec, Ks. Dygdała, który był katechetą, zgłosił się do władz oświatowych i oświadczył, że uczył religii dlatego, ponieważ mu płacono, ale dopiero teraz czuje się wolnym i chce pracować jako nauczyciel. Dano mu posadę i powierzono pracę ateistyczną wśród nauczycielstwa, a ponieważ ona nie przynosiła żadnych efektów skierowano go na wieś jako nauczyciela. Ten postępek kapłana spotkał się z powszechnym potępieniem Ukraińców i Polaków.
Oczywiście nie mogły działać ani Akcja Katolicka ani inne organizacje katolickie. Cała nasza praca ograniczała się do kościoła. Katecheta Ks. Leon Bolesławski, któremu groziło aresztowanie, opuścił Busk. Zostaliśmy we dwóch: Ks. Proboszcz i ja. Wkrótce usunięto nas z plebani i wikarówki. Zamieszkaliśmy na przedmieściu Krótka Strona razem w jednym pokoju.
Główne formy pracy to były kazania, konfesjonał i katechizacja, która odbywała się w kościele parafialnym i filialnych w dużych grupach.
Kościół stał się jedyną ostoją dla Polaków. Na każdym kroku widziało się to przywiązanie do Kościoła i kapłanów i bezgraniczne zaufanie. Wszyscy inni zawiedli lub nie mogli działać.
Szykany w stosunku do kapłanów polegały na częstym wzywaniu na NKWD i przesłuchiwaniach. Przesłuchiwali zwykle naczelnicy, którzy często byli zmieniani. Byli to zdecydowani komuniści, ale do księży odnosili się z jakimś szacunkiem, mieli w sobie niepokój, bo stale nawiązywali do zagadnień religijnych.
Ostatni z tych naczelników, kiedy wybuchła wojna w roku 1941, przez kobietę u której mieszkał, przysłał 5 rubli z prośbą, bym w jego intencji odprawił Mszę św. do św. Mikołaja. A kilka dni przedtem na mitingu w browarze przemawiał jako ateista.
Na szczególne uwagę zasługuje przygotowanie do I Spowiedzi i Komunii św. Przygotowywałem w jednej grupie /około 200 dzieci/ w każdą niedzielę po południu w kościele, a przez cały maj codziennie przed majowym nabożeństwem. W przygotowaniu byli bardzo zaangażowani rodzice.
Proboszcz grecko katolicki nie głosił kazań i nie uczył religii dzieci, bo jak powiedział parafianom, obawia się konsekwencji, a ma żonę i dzieci. I tutaj się okazało jakie znaczenie ma celibat księży. Wobec tego rodzice ukraińscy zwrócili się do mnie, by ich dzieci mogły chodzić na przygotowanie razem z polskimi. Oświadczyłem, że bez zgody Proboszcza nie mogę tego zrobić. Na drugi dzień sam Proboszcz prosił o to. Zgodziłem się chętnie i przez dwa lata ukraińskie dzieci razem z polskimi przyjmowały I Komunię św. w kościele a nie w cerkwi. Zarówno rodzice ukraińscy jak i Ks. Proboszcz wyrazili życzenie, żeby dzieci - ponieważ przygotowanie odbywało się w kościele przez księdza polskiego również w kościele przystąpiły do I Komunii .w.
W roku 1940 Ksiądz Proboszcz i ja otrzymaliśmy bardzo duże podatki osobiste, a prócz tego również wysoki podatek za kościoły. W następnym roku podatki zostały podwojone, więc poszedłem do Wydziału Finansowego /rajfinwiddił/ i powiedziałem , że tak wysokiego podatku nie mam z czego zapłacić. .Na to otrzymałem odpowiedź : "to nie płać, będziesz siedział jako wróg władzy radzieckiej", a później: "bierz się do uczciwej pracy, damy ci posadę u nas", a na moje pytanie - dlaczego w tym roku podatek jest o 100% wyższy niż w roku ubiegłym - naczelnik odpowiedział : "W Związku Radzieckim wzrasta dobrobyt mas pracujących, więc i podatki są wyższe".
W następnym roku trudno już byłoby zapłacić podatek, gdyż ludzie również płacili ogromne podatki, bo jako rolników chciano ich w ten sposób zmusić do kołchozów. A nie zapłacenie podatku za kościół władze radzieckie traktowały jako dowód, że ludzie nie chcą kościoła i trzeba go zamknąć.
Podatek Ks. Proboszcza, mój i za kościoły wynosił w roku 1941 ok. 30 tysięcy rubli /dla porównania: średnia płaca miesięczna urzędnika czy nauczyciela - ok. 200 rubli/.
Z księdzem Proboszczem Wojciechem Stuglikiem, który, już miał sześćdziesiąt kilka lat, zżyliśmy się bardzo, był ogromnie dla mnie życzliwy, dzielił się swym bogatym doświadczeniem duszpasterskim, a równocześnie w każdej sprawie pytał mnie o zdanie.
W czasie prawie pięcioletniej pracy z nim /lipiec 1939 - czerwiec 1944/ nigdy nie było między nami najmniejszego nieporozumienia. Był dla mnie przyjacielem, a ja starałam się odwdzięczyć głębokim szacunkiem.
Przeżyliśmy razem z parafianami wiele tragicznych chwil. Im dłużej trwała władza radziecka, tym dotkliwiej odczuwało się jej ciężar. W sklepach nie było towarów. Warunki życia stawały się coraz trudniejsze. Ale Rosjanie, którzy przybywali tutaj skierowani do pracy mówili, że my nie wiemy, co znaczy bieda i wspominali coś o białych niedźwiedziach, że tam dopiero ciężkie życie.
I znowu nagle przyszedł straszliwy cios.
W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku przy dwudziestokilkustopniowym mrozie zabrano z domów około 1000 osób i wywieziono na Sybir. Zabierano wszystkich - chorych, niemowlęta i starych. Wieziono ich w wagonach bydlęcych.
Ofiarami byli mieszkańcy trzech wiosek: Lanerówki, Jabłonówki Polskiej i Przystawałek. Mieszkali tam koloniści z centralnej Polski z okolic Tarnowa /Wierzchosławice i Strzelce Wielkie/, którzy po pierwszej wojnie światowej, kiedy parcelowano trzy majątki hr. Badeniego, zakupili po kilka hektarów ziemi i pobudowali się. Bardzo dobrze gospodarowali i byli zamożni.
Wśród wywiezionych znalazł się także Andrzej Witos, brat Wincentego.
Zapanowało ogólne przerażenie i przygnębienie - ludzie nie przypuszczali, że władze sowieckie są zdolne do takiego okrucieństwa.
Rzecz charakterystyczna, że w gazetach nie było najmniejszej wzmianki o tej wywózce, a przecież w tym dniu wywieziono kilkaset tysięcy Polaków. Nie mówiono o tym również na mitingach, a nikt nie śmiał pytać o to. Takie wywózki były jeszcze, choć w mniejszym rozmiarze, na wiosnę .1940 r i 1941 r. Wywieziono wówczas około 200 osób, głównie rodziny tych, którzy się ukrywali lub byli zagranicą, leśniczych, sędziów, przedwojennych działaczy społecznych i politycznych.
Coraz, ciężej było żyć i wyczuwało się coraz większe przywiązanie do Kościoła, który był również jedyna twierdzą polskości. Pamiętam, że 3 maja po Mszach .w. intonowaliśmy: Serdeczna Matko ... /melodia "Boże coś Polskę"/ i ludzie śpiewając - płakali.
To samo było 11 listopada.
Już później nigdy nie czułem się tak potrzebny ludziom jako kapłan i nie doznałem tyle zaufania i przywiązania. Wielokrotnie ludzie mówili: przed wojną były różne organizacje, stowarzyszenia, różni działacze społeczni i polityczni, a kiedy przyszły ciężkie czasy - z ludem pozostali tylko księża.
Wreszcie wybuchła wojna między Niemcami i ZSRR, do tej chwili przyjaciółmi.
Armia Czerwona cofała się w popłochu. Żołnierze sowieccy bez walki poddawali się. Na trzeci dzień po wybuchu wojny opuściło Busk NKWD i wówczas dokonano straszliwego odkrycia. W piwnicach, gdzie przetrzymywano świeżo aresztowanych - znaleziono zwłoki 35 więźniów, których zamordowano przed ucieczką. Gdzie indziej było to samo. W ten sposób tysiące więźniów zabito we Lwowie, Złoczowie i wielu innych miastach.
Wśród zabitych w Busku byli Polacy i Ukraińcy, ani jednego Żyda. Ukraińców aresztowano dopiero po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej.
29 czerwca wkroczyli Niemcy. Po tych wszystkich przejawach ludność witała ich z radością, a szczególnie Ukraińcy, natomiast Żydzi byli przerażeni. Z pól przychodzili żołnierza sowieccy i sami oddawali broń - poddając się dobrowolnie.
I tutaj okazało się okrucieństwo hitlerowskie. Zabranych jeńców /a było ich podobno koło 200/ zaprowadzono do zabudowań i tam wszystkich rozstrzelano.
Tak postępowali ludzie jednej i drugiej ideologii, nie znający Boga.
Prasa radziecka ciągle wyśmiewała słabość armii polskiej i nieudolność dowódców i klęskę wrześniową. A w dwa lata później - Armia Czerwona zaatakowana tylko z jednej strony - w ciągu miesiąca straciła terytorium kilkakrotnie większe od tego, które utracili Polacy w 1939 r zaatakowani ze wszystkich stron.
Lata 1941 - 1945
Po wkroczeniu Niemców - głoszono we Lwowie "samostijną Ukrainę". Wszędzie wywieszano sino-żółte chorągwie, noszono także opaski i wstążeczki, a także trójzęby /tryzuby/. We wszystkich wsiach poczęło sypać mogiły, na nich umieszczano wysoki krzyż z trójzębem /w miejsce Chrystusa/, otoczonym drutem kolczastym.
Ukraińcy stali się butni, ale do mordów jeszcze nie doszło, w tym czasie, tym bardziej , że po miesiącu Niemcy ogłosili dystrykt "Galizien" /składający się z województwa lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego/ i przyłączono do Generalnego Gubernatorstwa. Walutą stał się złoty polski z Gubernatorstwa napisy w języku niemieckim i polskim obowiązywały w miejscach publicznych.
Dla Ukraińców był to szok Oni, którzy uważali Niemców za sojuszników i przyjaciół - teraz całkowicie się zawiedli i rozczarowali.
Oczywiście w stosunku do Polaków byli Ukraińcy grupą uprzywilejowaną. Natomiast rozpoczęła się gehenna Żydów. Na drugi dzień po wkroczeniu - Niemcy rozstrzelali kilkudziesięciu Żydów. Musieli oni nosić opaskę z gwiazdą Dawida i wkrótce zamknięto ich w getcie.
Wielką pomoc okazywali im Polacy - nie pamiętając tego jak oni się zachowali w roku 1939 i przez cały czas pobytu sowietów. Choć trzeba przyznać, że pewna ilość Żydów, zwłaszcza starszych, po paru miesiącach władzy radzieckiej, zaczęła się odnosić życzliwiej do Polaków.
Jeśli chodzi o życie religijne, to w okupacji niemieckiej na naszym terenie nie było trudności - nie było też takich okrucieństw jak w poznańskim, na Pomorzu czy w innych dzielnicach. Chodziło bowiem Niemcom, by Polacy stanowili przeciwwagę dla Ukraińców.
Gdzieś w październiku lub listopadzie 1941 r zaczęli wracać jeńcy radzieccy. Chodziły słuchy, że Niemcy trzymali ich przez kilka miesięcy w obozach na wolnym powietrzu za drutami kolczastymi i dawano im tylko surowe ziemniaki i buraki. Wreszcie tych, którzy nie zmarli z głodu i chorób - wypuścili do domów. Chyba przez miesiąc szli podobni do szkieletów i po drodze, padali, by już się nie podnieść. Ludzie litowali się nad nieszczęśliwymi i zabierali ich do domów, by odżywić i wyleczyć. Skutek był taki, że wybuchła epidemia tyfusu plamistego i brzusznego.
Na terenie parafii zachorowań było około tysiąca, z tym, że około 200 osób zmarło, przeważnie byli to Ukraińcy. I znowu tutaj okazała się wartość celibatu Ksiądz Grecko katolicki oświadczył, Ukraińcom, iż do szpitala nie pójdzie zaopatrywać chorych, gdyż obawia się zarażenia. Więc Ukraińcy prosili nas - i niemal codziennie chodziliśmy do szpitala by spowiadać, komunikować i udzielać namaszczenia Chorych.
Od września 1941 r wróciła nauka, religii do szkół. Na terenie parafii mieliśmy 10 szkół polskich z tym, że w Busku było 3: podstawowe, handlowe i gospodarcze. Inne szkoły znajdowały się po wioskach w odległości 4, 5, 7, 10, 12 i 15 km od Buska. Najczęściej do tych szkół trzeba było chodzić piechotę, bo nie było żadnych środków transportu.
W szkole handlowej i gospodarczej było około 300 młodzieży - szkoły te chroniły młodzież przed wywiezieniem na roboty do Niemiec. Prowadzono też z tą młodzieżą tajne nauczanie w zakresie gimnazjum i liceum, oczywiście w tym tajnym nauczaniu brałem udział.
Stworzyliśmy z parafianami znośne warunki dla nauczycieli, którzy nie mieli rodzin i krewnych w Busku. Już w lipcu 1941 r wróciliśmy na wikarówkę, gdyż na plebani był szpital dla rannych, a później dla zakaźnych. Przyszedł też jeszcze jeden wikary - Ks. Michał Damm, a po roku kiedy został przeniesiony na parafię samodzielną przyszedł Ks. Aleksander Jęczalik. Pracowaliśmy wiec teraz we trzech.
Od roku 1941 do jesieni 1943 warunki układały się dla Polaków względnie znośnie, Niemcy aresztowali w tym czasie . kilka osób, a kilkadziesiąt wywieźli na przymusowe roboty. Natomiast nastąpił pogrom Żydów w maju 1942 r Nie byłem wtedy w Busku, gdyż na początku maja zachorowałem na zapalenie wyrostka robaczkowego. Operację przeprowadzono w Kamionce Strumiłowej już po pęknięciu. Stan był niemal beznadziejny, nastąpiło zapalenie otrzewnej, zapalenie okostnej, żeber, wreszcie zastrzyk glukozy dany poza żyłę doprowadził do operacji ręki. Po sześciotygodniowym pobycie w szpitalu, wróciłem do Buska. Żydów już nie było. Zamordowano ponad 6 tysięcy /bo do getta przywieziono Żydów z okolicznych wiosek i miasteczek.
Jesienią 1943 r, zaczęły się pierwsze morderstwa dokonane przez Ukraińców na Polakach. Były one inspirowane przez Niemców, a sowiecka partyzantka w stosunku do band banderowskich zachowywała się neutralnie.
Z każdym tygodniem wzrastało zagrożenie Polaków. Ukraińcy z Buska zachowywali się, prócz kilku, raczej spokojnie. Ostrzegali nawet Polaków. Sami Ukraińcy mówili, że nie mogą robić krzywdy Polakom, bo przecież Ksiądz polski wyświadczył im tyle dobrego, ucząc ich dzieci za czasów , sowieckich i zaopatrując chorych w czasie epidemii.
Najtragiczniejsze chwile przeżywaliśmy w styczniu i lutym 1944 r Ukraińcy zamordowali w tym czasie ponad 100 Polaków, min. w : Grabowej wszystkich pracowników leśnictwa i tartaku. Niedługo potem spalono polską wioskę Maziarnię wraz z kościołem drewnianym. Na około 400 mieszkańców zginęło 35 osób.
W tym czasie zginęło w okolicy kilku Księży. W Sokołówce został zamordowany Ks. Wiśniewski, w Toporowe wikary, Ks. Jan Kuszyński, koło Krasnego został przez okno wyrzucony z pociągu i zginął na miejscu - Ksiądz Klakla. Wzmagające się. mordy zmusiły Polaków do wyjazdów do centralnej Polski.
Od lutego do czerwca niemal wszyscy wyjechali. Zbliżał się front. Polaków było już niewiele. Ale w każdą niedzielę kościół był przepełniony Ukraińcami, gdyż przed zbliżającym się frontem wszyscy księża ukraińscy uciekli. Byli oni bardzo zaangażowani po stronie Niemców, agitowali za wstępowaniem do osławionej dywizji SS "Galizien". Oni byli głównymi szerzycielami nienawiści do Polaków. Dobrymi kapłanami okazali się ks. Proboszcz z Uciszkowa /którego Ukraińscy nie lubili/ i Ks. Wanio, który po studiach przebywał u rodziny, a także proboszcz z Buska Ks. Kałynewicz.
Kiedy zabrakło księży - Ukraińcy zaczęli się garnąć do kościoła i polskich kapłanów. Wiele razy słyszałem, jak Ukraińcy narzekali i przeklinali swoich księży, że zajmowali się polityką, a nie sprawami Bożymi, a kiedy zbliżał się front - pouciekali.
W tym czasie spowiadaliśmy po 12 i 14 godzin na dobę. W każdej chwili groziła nam śmierć. Zdarzało się, że w biały dzień na przedmieściu dokonano morderstwa. W tym czasie, chyba to było w maju, miałem takie zdarzenie: Kiedy rano wyszedłem z wikarówki, zobaczyłem przed kościołem jednego z prowodyrów banderowców. Był on dyrektorem młyna w Busku, mieszkał w Kupczu /5 km od Buska/. Odezwał się do mnie po polsku /mówiono, że nigdy nie używał języka polskiego/. Nazywał się Sikorski. Powiedział, że jego matka jest ciężko chora, a ich ksiądz uciekł. I prosił, bym pojechał do matki, bo chce się wyspowiadać. Myślałem, że jest to podstęp, aby mnie wywabić poza miasto, bo szkole obok wikarówki byli żołnierze niemieccy. Ale z drugiej strony nie chciałem odmówić, jeśliby rzeczywiście chora prosiła.
Pojechałem. Okazało się, że była ciężko chora. Zaopatrzyłem chorą i syn odwiózł mnie z powrotem i bardzo dziękował. Dowiedziałem się, że bardzo kochał matkę - widać coś dobrego w nim jeszcze było.
W kilka dni później znowu się zjawił i płacząc . powiedział że matka zmarła, że był przy jej śmierci konająca prosiła, by ubłagał mnie, żebym przyjechał na pogrzeb. "Przecież matki nie mogę zakopać jak psa bez księdza", powiedział. Zgodziłem się i pojechałem. Odprawiłem w cerkwi Mszę św. i pogrzeb. Cała wioska była na tym pogrzebie. / Polacy, -których było tutaj niewiele - już wyjechali/. Po pogrzebie poproszono na posiłek. A później naładował syn pełny wóz mąki, wędlin, kur itd., a oprócz tego chciał płacić trzymając w rękach plik pieniędzy. Podziękowałem i powiedziałem, że nie mogę nic przyjąć. Usłużyłem bezinteresownie, ponieważ mnie proszono. Mimo ponawianych próśb przez licznych zebranych ludzi nic nie przyjąłem i odjechałem.
Kiedy front się ustabilizował pod Brodami i Tarnopolem i zapowiadano ofensywę niemiecką, wówczas zaczęli wracać ukraińscy księża.
Wrócił też i Proboszcz z Kupcza. Ale ludzie nie dopuścili go na plebanię i wypędzili z parafii. Cała jego nienawiść skierowała się przeciwko mnie, że to ja rzekomo zbuntowałem mu parafię. Mieszkał jakiś czas w Busku, u miejscowego Proboszcza, a później udał się do Sokala, gdzie był obóz banderowców. Niedługo potem przyszło do mnie kilku Ukraińców miejscowych, ludzi poważnych. Powiedzieli oni, że od mieszkańców Buska nic mi nie grozi, ale oni mają wiadomości pewne, że w najbliższym czasie będę zamordowany przez banderowców z obozu w Sokalu.
Ponieważ Polaków już nie było w Busku ani w okolicy, prócz kilku fachowców w browarze, gdzie mieszkali pod ochroną wojskową - więc po otrzymaniu okazyjnego samochodu od Niemców na rzeczy kościelne - na początku czerwca 1944 roku opuściłem Busk. Ksiądz Jęczalik wyjechał porę miesięcy przedtem, a Ks. Proboszcz Stuglik - kilka dni wcześniej.
Tak zakończyła się moja praca w parafii Busk w warunkach bardzo ciężkich, wśród wielu cierpień parafian i licznych niebezpieczeństw, ale te lata były najpiękniejszymi w pracy kapłańskiej i za nie zawsze dziękuję Bogu. W tych ciężkich, tragicznych latach, jedno było ogromnie budujące. Jedność i życzliwość wszystkich Polaków. Kilku mężczyzn, bardzo zagrożonych, ukrywało się za czasów radzieckiej władzy. Niemal wszyscy Polacy wiedzieli o tych kryjówkach i nikt nie zdradził. Tak samo za okupacji niemieckiej. Wszyscy wiedzieli kto należy do AK, gdzie i jaka jest broń zmagazynowana, kto bierze udział w tajnym nauczaniu i również nikt nie zdradził.
Osobną wzmiankę należy poświęcić jeszcze miejscowym volksdeutschom. W Busku było jedno przedmieście o nazwie Niemiecki Bok. Była też pewna ilość mieszkańców o nazwiskach niemieckich i niektórzy z nich otrzymali polecenie z AK, by przejęli volkslistę i zajmując odpowiednie stanowiska pomagali Polakom. Tak się też stało.
W ten sposób Polacy później mogli otrzymywać mniejsze dostawy obowiązkowe dla Niemców i wielu ludzi udało się uchronić od wywozu do Niemiec. Po opuszczeniu Buska przyjechałem do Tarnowa i zgłosiłem się w Kurii Biskupiej. Zostałem przyjęty z wielką serdecznością - jak wszyscy księża lwowscy - przez Wikariusza Kapitulnego Ks. Prałata Bulandę. Księży z Archidiecezji Lwowskiej przeznaczano jako rezydentów do poszczególnych parafii. Ja zostałem takim rezydentem w parafii Strzelce Wielkie, pow. Brzesko. Zarówno od proboszcza Ks. Kanonika Stefana Kamionka, jak i ze strony parafian doznałem wiele dobrego.
Nawiązałem kontakt z Władzami Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, które okazały skuteczne pomoc moim parafianom z Buska. W najbliższej okolicy znalazło bowiem schronienie około 100 rodzin z Buska. Często nie mieli niczego, bo ledwie z życiem uszli. W lipcu ofensywa radziecka dotarła do Dębicy i front ustabilizował się tam na kilka miesięcy. Od września uczyłem religii we wszystkich szkołach na terenie parafii /Strzelce Wielkie, -Strzelce Małe, Dąbrówka/.
W styczniu 1945 r, rozpoczęła się ofensywa radziecka. W Strzelcach Wielkich przejście frontu miało taki przebieg: jednego dnia koło południa przeszedł przez wioskę oddziałek kilkunastu żołnierzy niemieckich, a następnego dnia pod wieczór zjawiło się kilku żołnierzy sowieckich. Żadnych walk nie było, gdyż główne uderzenie z przyczółka sandomierskiego poszło poza Wisłę.
Na wiosnę 1945 r wróciła z Sybiru moja matka i siostra z synkiem. Natomiast ojciec zmarł z głodu, brat również zmarł, na tyfus w armii Andersa w Buzutuku. a szwagier został zamordowany w Katyniu.
Niemal każda rodzina poniosła podobne straty tam na Wschodzie.
Jeśliby kto miał prawo moralne do władania Sybirem to chyba Polska, bo od rozbiorów aż do czasów najnowszych cały Sybir został usiany grobami najlepszych Polaków. Ponieważ na skutek porozumienia w Jałcie, wschodnie ziemie Polski oddano Związkowi Radzieckiemu, a jako częściową rekompensatę przyznano ziemie należące dawniej do Polski, gdzie szczególnie na Opolszczyźnie ludność zachowała język i świadomość polską, trzeba było tam szukać miejsca pracy, gdyż zaczęła już tam napływać ludność polska z centralnej Polski i ze Wschodu.
Po dwukrotnym wyjeździe na Śląsk Opolski, gdzie nie było jeszcze żadnej władzy Kościelnej polskiej, osiedliłem się w lipcu 1945 roku w Głubczycach /miasto powiatowe nad granicą czeską, zniszczone w 80% w dwa tygodnie po zajęciu •przez Armię Czerwoną/. Zostałem tam katechetą w gimnazjum i liceum, a także obsługiwałem dwie parafie: Szonów i Klisino, gdzie osiedlili się ludzie z Buska. Uczyłem tam także religii w szkołach podstawowych i w szkole rolniczej w Klisinie. Powiat głubczycki był prócz kilka wiosek niemal całkowicie zamieszkały przez ludność niemiecką - natomiast sąsiednie powiaty /raciborski, prudnicki i kozielski/ miały przewagę ludności polskiej, która zachowała przepiękny staropolski język. Po wyjeździe Niemców - prawie cały powiat został zasiedlony Polakami ze Wschodu, przybyła również pewna ilość z centralnej Polski, Władzę sprawowali przybysze z okolic Sosnowca i Będzina. Oni obsadzili stanowiska w administracji, w Milicji Obywatelskiej i Urzędach Bezpieczeństwa. Swoją działalnością i postępowaniem wyrządzili wielką krzywdę Polsce, w imieniu której działali. Zrazili oni do Polski miejscową ludność. Były wypadki, że tutejsi Polacy, którzy za czasów niemieckich za polskość byli prześladowani, więzieni i wysyłani do obozów - i teraz byli skazywani na więzienie. Później po październiku 1956 r to się zmieniło ale do Niemiec wyjeżdżali nawet tacy, którzy byli powstańcami i cierpieli za polskość, bo w takich warunkach żyć nie chcieli.
W latach 1945 - 49 uczyłem około 40 godzin tygodniowo, warunki były bardzo ciężkie, ale ówczesna młodzież garnęła do nauki. Powstało też wieczorowe gimnazjum i liceum dla dorosłych, gdzie prócz religii uczyłem również propedeutykę, filozofię i historię. W roku 1946 w sierpniu zostałem dziekanem dekanatu głubczyckiego. Na terenie dekanatu było zniszczonych lub uszkodzonych 17 kościołów. Z początku ludzie nie chcieli remontować ani kościołów ani swoich domów, bo ciągle myśleli o powrocie na Wschód.
W roku 1957 w sierpniu zostałem mianowany przez Ks. biskupa Franciszka Jopa diecezjalnym wizytatorem religii/ w rok później konsultorem diecezjalnym i profesorem katechetyki i pedagogiki w Seminarium Duchownym a później kanclerzem w Kurii Biskupiej. W tym czasie opracowałem "Mały Katechizm" /przygotowanie do I Spowiedzi i Komunii św, /, "Historię Biblijna" oraz " katechizm" /dla dorosłych/.
W roku 197O zostałem /zupełnie niespodziewanie nigdy lawet na myśl to nie przyszło/ biskupem pomocniczym — Biskupa Franciszka Jopa w Opolu.
Rola Kościoła na Ziemiach Odzyskanych była i jest ogromna, a kapłani miejscowi na Śląsku Opolskim i przybyli z archidiecezji Lwowskiej dokonali, poza właściwym posłannictwem również doniosłą rolę w integracji ludności autochtonicznej i repatrianckiej.




Rozdział IV.
Wschodnia mowa - dialekt lwowski
Polski dialekt kresowy, mowa rodzinna starszego pokolenia, ulega obecnie zapomnieniu, ginie staje się historią. Starsi rozsiani po całej Polsce posługuję się jeszcze tę mową czując do niej wielki sentyment. Trzeba żeby ta historia była zapisana.
Podaję poniżej szereg zwrotów i wyrażeń używanych potocznie na terenie Buska, Lwowa i jego okolic.
Na wstępie 2 wyjątki wierszy zaczerpniętych z książki Z. Kurzowej " Polszczyzna Lwowa i Kresów południowo wschodnich do 1939."
O mowu rodzinna, o bałaku lwowski, dźwięczny jak harmonia, jak metal dzwunioncy, na bruku kamiennym mojij Łyczakowskij. Tu rozlewni wolny, to szwungiem pyndzoncy ... /W.Szolginia/
Słuchać batiara - taż to koncert i w serce spływa miód i balsam. Gdy słyszysz, kiedy ktoś bałaka o mesztach, szóstkach i miglancach, Że ten pitolku szac chłopaka, że się telepie trambal na szynach, Że chtoś w tremudce ręcznik trzyma. Że ów trembulkę zjadł i ćmagi potem wysączył. /A.Chciuk/
a uo - A uo wyrwał si i ucik.
bajtlować - zagadywać - Trza było ją zabajtlować, ży ty nie wisz
bajura - kałuża - Ta ty wlas prosto do bajury.
bałabuch - słodkie drożdżowe bułeczki - napiekła bałabuchów na przyjazd gości.
bałamkać - chwiać się - Troczki bałamkali mu po obu stronach spodni.
baniak -garnek metalowy, zwykle duży - Chto chce gułombka abu kiszki z baniaka wyciongnonć.
banta - grzęda dla kur - Kury już dawno na bantach śpią.
na świeżo - na nowo - A un zichir na świeżu plotki narobił.
naduć się - nadąsać się - Czegoś się tak naduła, naduł się jak paw.
najsamprzód - najpierw - Najsamprzód zamiesimy ciasto a potem, przygotujemy mak.
niezdały - do niczego - Jakiś jestem dziś niezdały.
nykać - wynykać - szukać - Co tam nykasz po kątach ? chodził i wynykał gdzie mama schowała cukier.
perepałki - utarczki, przeszkody - Takie mieli z tym swoim synem perepałki.
pokrzywiać - kogoś wyśmiewać - przedrzeźniać - Ona mi się pokrzywia.
potyrcze - człowiek niskiego wzrostu - Wychodzi ci takie potyrcze i bierze się do bicia.
putnia - wiadro - Weź putnię i przynieś wodę.
syromudry - przemądrzały - nie bądź taki syromudry.
szaragi - drewniana rama z kołkami - W przedpokoju stały szaragi.
szlompa - kobieta niechlujna a także podejrzanych obyczajów - szmondzia.
szportnął się - potknął się - Zaszportał się w tych długich spodniach.
sztemp - wstyd - Józku, aliś ty mi wczora zrobił sztemp.
szturkać - trącać - Poszturknąłeś tego pana, przeproś, co się, szturchasz.
szturpak - nierozgarnięta dziewczyna - A to szturpak ciemny znów zbiła szklankę.
szwendać się - chodzić tu i tam - Wyjdź już na dwór, przestań mi się szwendać.
ścielić się - rozkładać pościel - pościeliłam ci idź już spać, nigdy nie zaścielisz łóżka.
ta - Ta to jeszczy nic, Ta un si sam pu sobi tegu ni spudziwał.Ta daj, ta niech si popatrzy.
taj - siadł sobi, taj zasnuł -
taki - mimo - Mówię mu nie rób, a un taki swoji, taki swoji.
tałapać się - chlapać się - masz całe spodnie obtałpane. Chłopcy tałapali się w wodzie.
tyrpać - potrząsać - zaczął go tyrpać, aby się zbudził.
wereta - płachta, ścierka, z grubego lnianego płótna. Przynieś siana w werecie.
zakryszka - jarzyna do zupy, włoszczyzna.
zawołoka - przybłęda, wywłoka - Zawołoka, nie wiadomo skąd przyszedł.
zdybał - zdybać się - spotkać się - Dobrze, ży ja ciebi zdybał.A o, zdybałam si z Franku.
zwurdzić się - /o mleko/ zwarzyło się - Umyj dobrze rynkę, bo si mliko zwurdzi.
żenić się - hałasować - Czego żenisz się tymi pokrywkami ?. Nie żeń mi się po kuchni.
robaczliwy pacierz - gderanie, upominanie. Ledwo weszłam do kuchni, już zaczoł swój robaczliwy pacierz.
swoją ścieżką - swoją drogą - To tyż swoju ścieżku fajny kawałyk.
szac chłopaka - fajny chłopak - Daj twój szary pysk, niech pocałuji.
chytro mudro - przebiegle - Oni tak chytro mudro pokombinowali i chcieli cały majątek zacharapczyć.
bić się aż drańcie lecą
brać łachy pod pachy - iść sobie.
być blat - zgoda, spokój - Inu byś Maryni nie mówił co ja w złości nagadał, bądź blat.
być ciętym - być zagniewanym - Serwus, co ty taki cienty na mni?
dostać po kulach - zostać zbitym - Walerko po kulach dostał na Wolanach.
drzeć mordę - krzyczeć - Karolcia zaczęła drzeć mordę że jej kwiatki zdeptali.
mieć z kimś na pieńku - mieć do kogoś pretensję.
Co ty kuczki odprawiasz, że nic nie mówisz.
Ta ty szpagat połknął że mnie nie widzisz?
Jak cię zbiję to ruski miesiąc popamiętasz.
Wstała lewą nogę dzisiaj i od rana z każdym szuka szpargi.
Idę do kina - co ci nie recht.
Kupiła sobie kapelusz i podaje się na panią.
Joj, ta skąd ja mam wiedzieć!
Joj, joj, ta czemu ty mi nic nie mówił.
Szukam wszędzie i rozstąp się ziemio! nie ma
A na masz ży ja odraz na tu nie wpad.
bodział - oset - Już yś si czepił tego słóweczka jak ten bodziak.
brechać - kłamać - Co ja mam brechać, ży ja nie wim, jak ja wim.
chirus - pijak - Poszukał sy hebry, takich kuleżków makabundów chirusów.
czuć - słyszeć - Ta ja czuła, że on chodzi.
durnota - głupota - Lepi si ni obzywaj, jak masz durnoty zaiwaniać. Ta co si smiejisz durnowato?
facka - uderzenie, - lanie - Nabrał facki jak bidny do torby.
frajer - jakiś mężczyzna- Te dwa frajery przyszli znowuż, wiatru narubili, a taki ci pacałychi pukazywali.
furt - wciąż - Ja ni mogim tak furt kłamstwa mówić - Furt leji.
gudz - węzeł, supeł. -Zawiązał sznurówkę na dwa gudze.
hadra - niedobra, kłótliwa dziewczyna - A to hadra przeklęta tylko by się kłóciła.
handryczyć się - sprzeczać się - Matka z córką handryczyły się o jakieś pieniądze.
hrymać - głośno uderzać - Nie hrymaj tymi drzwiami.
kałapućkać - mieszać - bełtać - Kałapućka to mleko, a nie pije.
kałatać - stukać - Nie kałataj mi nad uchem. Pokałataj dziecku.
kaparzyć - źle robić - Zostaw te baniaki, tylko kaparzysz, nie myjesz.
kaparnica - zła gospodyni.
katulać - -toczyć coś okrągłego - Jendryk ci gu w zomb,a un si pukatulał na dół.
-z piosenki lwowskiej - Hulaj braci hulaj , gdy muzyczka gra równo si katulaj, Bóg ci zdrowi da!
kidać - rzucać - kidaj na dół, rękawicy z łapy skidam, wykin te rupiecie.
kociuba - przyrząd do wygartywania węgla z pieca piekarskiego.
kołotuszka - mątewka do mieszania potraw- Taka blundynka to inu tak o z wirchu mientka i anksamitna, a pu ślubi jak si dorwi kułutuszki abu kupystki - tu bedzisz widział.
konopadzić się - guzdrać się - Przestań się konopadzić, bo się spóźnisz.
meszty - półbuciki - Ali jak sy ubierym moi ubrani czarny i moi nowy żółty meszty.
Weźcie mi spud niegu, bij zabiji jegu! - co dechni to brechni.
Ta dzie to prawda! ta dzie to możliwe! Pójdziesz tam? Ta dzie.
To ty bidaku chory? Ta coś tyż !
Ta idź, ta daj mi spokój! Ta idź dzie to prawda.
Widziałym na własny moji oczy, jak sy szczeńścia pragny.
No ta pewnie! - oczywiście: Wzięłaś dość pieniędzy. Nu ta pewni !
Ne daj Boże z Iwana pana a z dziada gospodarza.
bodajś skisł! abyś spuchł jak nitka - smutna ci twarz - niech to dunder świśnie z taką robotą.
mieć zgryz - martwic się.
nabrać na ubranie - kupić materiał na ubranie.
Hast du gewidział ? czyś widział ?
Hojch mit di pientys - wysoko się ceni.
Daj ci Boże nuty! - niech ci będzie.
Reńka, noga, mózg na ściani, reszta bedzi na parkani.
trzy mili piszki za kawałek kiszki - gadaj do nij, a ona dzwoni.
jaki jichał,taki zdybał.

Z.Kurzowa "Polszczyzna Lwowa i kresów południowo wschodnich do roku 1939 str.126 - 228."



Создан 16 окт 2011



  Комментарии       
Всего 2, последний 4 года назад
wladyslawkorczynski5 18 окт 2010 ответить
pisacna adresjoanna35@gmail.com temat;Busk-Podzamcze,parafia,kosciol,ksiadz.
tiaratiara894 09 ноя 2012 ответить
My is miss tiara
I am a girl please you can contact
Me directly to my inbox
(tiaratiara894@yahoo.com)
So that i will send my photo directly to you
In my next mai
Thanks
Имя или Email


При указании email на него будут отправляться ответы
Как имя будет использована первая часть email до @
Сам email нигде не отображается!
Зарегистрируйтесь, чтобы писать под своим ником